afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Król Mswati nie do obalenia

Matka trojga dzieci, 42-letnia Salom Gamedze od lat ledwo wiąże koniec z końcem, ma też trudności z nakarmieniem rodziny i opłaceniem szkoły dla dzieci. Jednak nie planuje angażować się w antyrządowe działania organizowane przez demokratyczną opozycję, która domaga się ustąpienia króla Swazi.

Pani Gamedze, mieszka w domu zbudowanym z cegieł i błota w peryferyjnym regionie Lubombo na wchodzie Swazilandu. W domu nie ma prądu i bieżącej wody, ona sama jest bezrobotna. „Chciałabym pracować, aby bez problemu opłacić edukację moich dzieci. Niestety tutaj nie ma pracy, nie możemy sobie nawet pozwolić na to, aby obsiać swoje pole, a więc zbiry też są marne” – przyznaje. „Marzyłam aby moje dzieci miały lepsze życie niż ja – że będą lekarzami, pielęgniarkami, że coś osiągną. Niestety teraz wydaje się, że to marzenie nigdy się nie spełni”.

Pani Gameze, tak jak wielu obywateli Swazi, chciałaby, aby kraj się zmienił, tylko nie bardzo wie, jak tego dokonać. Obecnie dwie trzecie spośród 1.2 mln mieszkańców żyje w nędzy, prawie 25% jest nosicielami HIV. Krajem od 1986 rządzi ostatni władca absolutny w Afryce Subsaharyjskiej – Król Mswati III. Krytycy króla oskarżają go oraz jego 13 żon o rozrzutność i nieliczenie się z trudnościami, z jakimi borykają się jego poddani.

Król zaprzecza oskarżeniom, a krytyka jego osoby jest praktycznie w Swazi niemożliwa. Tym bardziej, ze na straży tradycji i autorytetu króla stoją sami obywatele. Krytyka władzy może na przykład skutkować odebraniem ziemi nieprawomyślnym, ponieważ ziemia oficjalnie w całości należy do szefów wiosek, którzy z kolei reprezentują króla.

Król Mswati III, który zgodnie z tradycją Swazi jest ostateczną instancją, odrzucając postulaty opozycji, zamyka drogę jakimkolwiek reformom. Działacze demokratyczni przyznają, że jawne komentowanie działań króla oznacza samobójstwo, boją się też otwarcie postulować o zmiany.

Podczas dotyczących protestów, zainicjowanych przez związki zawodowe oraz ruch obywatelski, domagano się dymisji premiera kraju, Barnabasa Sibusiso Dlaminiego oraz jego gabinetu. Skończyło się to kolejnym kryzysem gospodarczym, a Swazi było zmuszone prosić RPA o pożyczkę w wysokości 355 milionów dolarów na spłatę bieżących zobowiązań.

Demokratyczna opozycja wskazuje, że głównym źródłem kłopotów kraju jest wprowadzony przez króla, korupcjogenny system rządów zwany „Tinkundla”, który zabrania działania partii politycznych, ale jednocześnie dopuszcza funkcjonowanie parlamentu. Jednocześnie, całe pokolenia w Swazi żyją w systemie, który nie dopuszcza żadnej otwartej i bezpiecznej dyskusji na temat demokratyzacji czy korupcji panującej w kręgach władzy.

Podczas ubiegłorocznych protestów, zostało aresztowanych ok. 50 osób, a obywatele RPA, którzy wyrażali poparcie dla demokratycznej opozycji, zostali wydaleni ze Swazi. Opozycja jednak ma nadzieję, że pomimo politycznych represji coraz więcej ludzi zdobędzie się na wyrażenie swojego niezadowolenia.

ms