Kres pojednania w Rwandzie

afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Kres pojednania w Rwandzie

18 czerwca 2012 roku wejdzie do rwandyjskich podręczników od historii jako data zakończenia procesu pojednania po ludobójstwie. System trybunałów ludowych – gacaca – przestał istnieć. Warto już dzisiaj postawić pytanie: czy Afryce jest zatem potrzebna polityka przywracania pamięci, czy zapominania? Czy realizować ją powinny instytucje narodowe, czy posiadające mandat globalny?

Sprawiedliwość kompromisowa

„W przeciągu 100 dni 1994 roku śmierć poniosło 800 tysięcy Tutsi. Ich katami byli Tutsi” – zdania takie jak te są w Rwandzie zakazane. W kraju tym, według oficjalnego dyskursu władzy, nie mieszkają już Tutsi i Hutu (o Pigmejach Twa nikt już dawno nie pamięta). „Rwanda dla Rwandyjczyków” – hasło rządzącego krajem od przeszło dekady Paula Kagame – nie znajduje jednak potwierdzenia w skomplikowanej rzeczywistości społeczno-etnicznej. Rozliczenie z przeszłością miał zagwarantować system gacaca – sieć „sądów pod chmurką”.

Historia gacacy sięga okresu przedkolonialnego. W kinyarwanda wyraz ten oznacza trawę. Gacaca to sąd pojednawczy, w którym społeczność danej wioski podejmowała wyroki w sprawach istotnych dla funkcjonowania wspólnoty. Zawsze obradowano na polu – blisko wioski, ale – co istotne – poza jej obrębem. Wyrok zapadał przed zmierzchem. Obradom przewodniczył inyangamugayo – wioskowy mędrzec o nieposzlakowanym autorytecie, lider lokalnej opinii publicznej. Z gacacy wykluczone był kobiety. Dzieci mogły przypatrywać się debatom – spektakl sprawiedliwości odgrywać miał dla nich rolę edukacyjną, socjalizując do życia we wspólnocie.

Celem sądów gacacy nigdy nie była kara, lecz kompromis, doprowadzenie do porozumienia między sprawcą a poszkodowanym. Kara jednostki wpłynąć przecież mogła na kondycję grupy społecznej – a tego nikt w wiosce nie chciał. Sankcja miała zatem być tak skonstruowana, by pojednanie mogłoby być jak najszybciej możliwe.

Instytucja gacacy – cechująca się relatywnie niskim stopniem formalizacji procedur, oparta na interakcyjnym negocjowaniu kompromisu – przez wieki kształtowała świadomość funkcjonowania pojęcia sprawiedliwości wśród Rwandyjczyków. Podkreślmy: sprawiedliwości innego rodzaju niż europejska, opartej na prawie rzymskim, ściśle określonych procedurach.

Gacacę można porównać do sądów pierwszej instancji – podkomorskich, tudzież wójtowskich z dziejów Rzeczpospolitej. Instytucja ta zajmowała się rozwiązywaniem sporów o ziemię, konfliktów pasterskich, sporów toczonych w obrębie rodzin oraz związanych z niewypełnianiem umów. Funkcjonowała jako sądy pomocnicze w stosunku do sądownictwa królewskiego. Bez nich jednak wymiar sprawiedliwości w Rwandzie straciłby stabilność i elastyczność.

W okresie kolonizacji funkcja i struktura gacacy nie uległa zmianie. Belgowie poprzestali na dodaniu urzędnika, który śledził przebieg rozprawy i interweniował jedynie, gdy wyrok okazywał się sprzeczny z polityką kolonizatorów. Dopiero uzyskanie niepodległości zachwiało pozycją gacacy. Dla nowych władz sądy te stanowiły relikt, instytucję staroświecką, wymagającą przekształcenia.

„Wyeliminować kulturę bezkarności”

Debata na rolą gacacy w społeczeństwie rwandyjskim powróciła po 1994 roku. Ludobójstwo przeżyło zaledwie kilkunastu prokuratorów i około 250 sędziów. Więzienia szybko się przepełniły. Władze zdecydowały się na odważny moralnie krok – przeniesienie ciężaru sądowego rozliczenia z genocydem na poziom lokalnych wspólnot.

Dla jednych decyzja ta świadczyła o indolencji nowych władz, niepotrafiących zapewnić należycie funkcjonującego, nowoczesnego wymiaru sprawiedliwości. Traktowali oni gacacę jako narzędzie wzmacniania animozji sąsiedzkich i partykularnych interesów jednostek, a nie pojednania wspólnot. Sądzili, że trybunały staną się Orwellowskim „Ministerstwem Prawdy” – instrumentem represji, wprowadzającym nowe podziały w narodzie rwandyjskim. Dla drugich, decyzja o powołaniu Narodowej Komisji Gacaca oznaczała szacunek wobec tradycji, zwyczaju oraz danie możliwości spotkania twarzą w twarz ofiar i ich oprawców. Jednocześnie uważali oni gacacę za wyraz suwerenności sądowniczej, potwierdzenie podmiotowości kraju i niezależności od byłych kolonizatorów (tudzież oskarżanego o współudział w masakrach ONZ).

Prawo regulujące pracę sądów uchwalono w 2001 roku. Gacaca miała: ujawnić prawdę tragicznych wydarzeniach, przyspieszyć tempo procesów spraw o ludobójstwo, wyeliminować kulturę bezkarności, wzmocnić jedność narodową, potwierdzić, że Rwandyjczycy potrafią sami rozwiązać własne problemy. W kraju o powierzchni województwa lubelskiego utworzono sieć 12 tysięcy sądów ludowych. Podział nawiązywał do systemu administracyjnego. O winie orzekać miało ponad ćwierć miliona Rwandyjczyków. Za maksymalny wymiar kary uznano karę dożywocia.

Każda gacaca była złożona z trzech ciał: Zgromadzenia Generalnego (min. 2/3 pełnoletniej populacji wioski), Ławy Sędziowskiej (wybranych 19 sędziów) oraz Komitetu Koordynacyjnego. Przez pierwsze trzy lata gromadzono dowody i kategoryzowano sprawców, przyporządkowując ich do czterech kategorii, według stopnia udziału w ludobójstwie. Następnie przeprowadzono (zbyt) krótką fazę pilotażową.

Gacaca miała stanowić pomost między tradycją a nowoczesnością. Okazała się jednak instytucją prowizoryczną. Utworzona w pośpiechu, pozbawiona realnego oparcia na konsultacjach społecznych, wymagała wprowadzenia wyraźnych korekt. W 2004 roku zmniejszono liczbę kategorii sprawców ludobójstwa do trzech. Gest ten – obliczony a priori na usprawnienie procedur i przyspieszenie procesu – odebrany został jako dowód na słabość władz, szukających poparcia starej nomenklatury. W 2007 roku dodano drugą ławę sędziowską. Wywołało to sprzeciw społeczności lokalnych, słusznie narzekających na czasochłonność gacacy, która odrywała ich od pracy i życia codziennego. W efekcie władze musiały nałożyć kary na „ławników krnąbrnych”, odmawiających udziału w posiedzeniach. Społeczność międzynarodowa uznała reformy za „kicz sprawiedliwości”, ekscentryczne popisy nowo wybranego prezydenta Kagame.

Polityka pamięci i zapominania

Gacaca miała stanowić przeciwwagę dla systemu rozliczeń z ludobójstwem narzuconego przez społeczność międzynarodową, emanację formuły „african solution for african problems”. Przypadki rozwiązań tego typu, których działalność zyskała uznanie społeczności międzynarodowej, należą do nieczęstych. Zaliczyć do nich należy Komisję Prawdy i Pojednania, która działała w RPA pięć lat (1996-2001). Komisja uchroniła RPA przed masowymi „polowaniami na czarownice” po upadku apartheidu. Proces rekonsyliacyjny obrany przez Rwandyjczyków przeniósł odpowiedzialność za rozliczenie z przeszłością na inny, niższy poziom lokalnych wspólnot. Efektywność gacacy, instytucji opartej na zasadach sprawiedliwości kompromisowej, pozostawia wiele wątpliwości. Mimo, iż materiały „sądów na trawie” są spisane i przechowywane, ich analiza – z racji na skalę działań, a także na niekompetencję niewykształconych sędziów i cenzurę poprawności politycznej – wymyka się jednak jednoznacznej ocenie.

Koszty funkcjonowania Międzynarodowego Trybunału Karnego ds. Rwandy szacowane są na miliard dolarów. Gacaca kosztowała mniej niż 50 mln dolarów. W przeciągu dekady gacaca skazała 1,6 mln osób z blisko 2 mln pozwanych – Trybunał zdołał przeprowadzić do końca zaledwie 50 rozpraw, skazał 29 osób. Statystyki te świadczą na korzyść gacacy. Warto jednak pamiętać, że Trybunał sądził innego rodzaju sprawy – przyrównać je można do sądu królewskiego z czasów przedkolonialnych. Miał inne funkcje, inne źródło legitymizacji i innego rodzaju kontrowersje wyzwalał.

Skazanie Charlesa Taylora (uznanego winnym eskalacji konfliktu w Liberii i Sierra Leone) na pół wieku więzienia wróży, że kolejny afrykański prezydent, Laurent Gbagbo (oskarżony o sprawstwo wojny iworyjskiej) za dwa, trzy lata uzyska podobny wyrok. Widać jednak, że społeczność międzynarodowa, mniej bądź bardziej sprawie, potrafi doprowadzić do skazania liderów politycznych. Nie potrafi jednak znaleźć rozwiązań przywracania pamięci dla społeczności.

Gacaca nie była instytucją idealną. W jej działanie wpisały się wszystkie bolączki targające Rwandą – polityki historycznej ordynarnie uprawianej przez Paula Kagame, szukającego legitymizacji społecznej; plagi korupcji, niszczącej sferę publiczną. Przynajmniej częściowo zaspokoiła dojmującą potrzebę sprawiedliwości. Koniec gacacy nie zamyka jednak procesu pojednania, rekonstrukcji więzi społecznych i odbudowy narodu. Wśród mieszkańców Rwandy nadal żywe są resentymenty etniczne, uprzedzenia i nienawiść na tle rasowym. 18 czerwca stanowić będzie cezurę sztuczną, ale – w wymiarze symbolicznym – potrzebną Rwandyjczykom.

Błażej Popławski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *