Klose a duma Cabo Verde

afryka.org Czytelnia W stronę Cabo Verde Klose a duma Cabo Verde

Nani to nie Klose

a Cabo Verde to nie Polska. Skąd Klose w tym blogu? „Podolski i Klose strzelają dla Niemców
i wcale nie napawa mnie to dumą„, napisał Tornado w swoim komentarzu do informacji o strzelcu bramki dla Szwajcarii, Kabowerdyjczyku z pochodzenia.

Nie przepadam ani za Klose ani za Podolskim. Ba, nigdy nie przepadałam za drużyną niemiecką. Nigdy nie podobała mi się ich konsekentna, efektywna gra, bo wolałam efektowną, choć czasami przegraną brazylijską piłkarską sambę. Nie podobało mi się ich kunktatorstwo, jak w sławetnym przegranym meczu z ówczesnymi rodakami zza miedzy czyli NRD 0:1. Ta nagła słabsza forma naturalnie otworzyła niemieckiej drużynie o wiele łatwiejszą drogę do mistrzostwa świata. Tornado, PSP i Kasprzak pewnie tego nie pamietają, zakładam, że są ode mnie znacznie młodsi.

Tamte czasy minęły, a teraz mamy erę piłkarskiego czy sportowego globalizmu. Gdyby Roger nie grał tak słabo, tylko dalej strzelał bramki dla reprezentacji Polski liczba nieprzechylnych mu kibiców malałaby z dnia na dzień. To nie znaczy jednak, że jestem kibicem Podolskiego czy Michalczewskiego. Bo wracając do tematu czyli Kabowerdyjczyków w barwach innych krajów i komentarzy Tornado, psp i Kasprzaka Cabo Verde to nie Polska, a Nani czy Vieira to nie Klose czy Podolski.

Wyspy Zielonego Przylądka od początku swego istnienia były krajem emigrantów i tak jest do dziś. W praktyce oznacza to, że na niespełna milion ludzi urodzonych na Wyspach lub mających kabowerdyjskie korzenie większość żyje w Europie lub Ameryce. Głód, bieda, katastrofalne susze od wieków zmuszały ich do wyjazdu i pracy na „terra longe”, gdzieś daleko, na obcej ziemi.

Do dziś pieniądze zarobione przez emigrantów i przysyłane na Cabo Verde stanowią poważny procent dochodu narodowego tego niewielkiego kraju i podstawę egzystencji wiekszości jego mieszkańców. Prawie każdy ma za granicą brata, syna, kuzyna, kolegę, siostrę. I więcej. Wielu Kabowerdyjczyków pracując we Francji, Holandii czy w USA już buduje sobie dom na Cabo Verde, by na emeryturze wrócić w swoje strony ( rzecz chyba raczej rzadka wśród Polonii). Kabowerdyjczyków, podobnie jak chyba większość Afrykańczyków cechuje też ogromne poczucie wspólnoty: utrzymują związek z krajem, jeśli mają takie możliwości przyjeżdżają na Cabo Verde na urlop, a ich wyjazd za granicę i znalezienie dobrej pracy to niekiedy szansa dla całej rodziny na lepsze i pewniejsze jutro; i na czek pod koniec miesiąca.

To nie to samo co wyjechać z Gliwic czy Opola do Niemiec. To nie ta historia, nie ta mentalność i tradycja. I nie to „sodade” za krajem ojców. Powtarzam – to szansa, a nie zdrada swego „petit pays” – małego kraju. Chyba nie muszę dodawać, że przekłada się to również na sport.

Reprezentacja narodowa Cabo Verde istnieje zaledwie od niespełna dwudziestu lat. Ale od zawsze portugalscy trenerzy wyłuskiwali na wyspach chłopców z piłkarską iskrą Bożą i wywozili ich do Europy. Podobnie było i jest z wieloma Kreolami z kabowerdyjskich diaspor we Francji, Portugalii czy Holandii, juz urodzonymi na „terra longe”, tak jak autor sensacyjnej bramki dla Szwajcarii.

Cała ludność Cabo Verde, ta na Wyspach i ta w diasporach to ledwie połowa Warszawy. A każdy jest czyimś kuzynem, kolegą, przyjacielem, sąsiadem, znajomym znajomego. Także Gelson, szwajcarski Kabowerdyjczyk, Neni, o wiele bardziej znany i doświadczony zawodnik Manchesteru United, reprezentant Portugalii ( z powodu kontuzji nie wystąpił w RPA), czy wielu innych, grających w klubach francuskich, portugalskich czy nawet w Tunezji. I dlatego ich kuzyni, koledzy, przyjaciele i sąsiedzi trzymają za nich kciuki i są z nich dumni; nawet z Patricka Vieiry, mimo że byłemu reprezentantowi Francji do przyznawania sie do kreolskich korzeni raczej nie spieszno.

Oczywiście jest i inna strona medalu. Jeszcze jakiś czas temu prezes kabowerdyjskiej federacji piłkarskiej Mario Semedo usiłował przekonać niektórych rodaków grających w zagranicznych klubach do włożenia reprezentacyjnej koszulki Cabo Verde. Bez większego rezultatu. Młoda, niewiele znacząca drużyna, plasująca się w okolicy setnego miejsca w rankingach FIFA nie mogła przyciągać ambitnych zawodników marzących o międzynarodowej karierze. Ze zrozumiałych względów kolejni trenerzy „niebieskich rekinów” czynią podobne starania.

Czy im się uda? Trudno powiedzieć. Na to, by piłkarskie Cabo Verde stało się Ghaną czy Kamerunem trzeba jeszcze poczekać. Ale czy cztery lata temu ktoś postawiłby na tak dobry mundialowy wynik Ghany? I może właśnie dlatego bramka Gelsona, szwajcarskiego Kabowerdyjczyka jest ważna dla małych Kreoli, kopiących piłkę na plażach Cabo Verde. I dlatego właśnie Nani to nie Klose, a Cabo Verde to nie Polska.
Z najlepszymi pozdrowieniami dla Tornado, psp i Kasprzaka.

Elżbieta

P.S. No i znowu samba przegrała. Tylko kto tym razem grał w rytmie samby?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *