Kabowerdyjski Baudelaire

afryka.org Czytelnia Poznaj Afrykę! Kabowerdyjski Baudelaire

„Księżycu, wędrowcze wielkich przestrzeni, świadku mej samotności…”* Podziwiany przez wszystkich i przez wszystkich opuszczony. Genialny i wyklęty . Bliski śmierci i nieświadom swej nieśmiertelności zapisanej nutami morn. Francisco Xavier da Cruz. „Ty, który znasz całe moje życie i me niedole, księżycu, opowiedz mej ukochanej, jak bardzo cierpię, gdy jej przy mnie nie ma”. Nie ma i nie będzie. Maria Luiza Santos odeszła. Francisco zostaje sam. I pisze tę mornę o księżycu w przeddzień swej śmierci. Niczym poetycki testament.

„Que beleza! – „Ależ to piękne!” wykrzykuje pewien brazylijski marynarz, słuchając śpiewu i gry Francisco. Tak już zostanie*. Nie będzie już Xaviera Da Cruz, będzie tylko B.Leza. Artysta, kompozytor, poeta, wolny duch, mindelowski wagabunda, buntownik. Inteligentny, błyskotliwy, elokwentny, otwarty. Wychowanek liceum w Mindelo, więc jak na tutejszą biedotę wykształcony, świadom zmian kiełkujących w tworzącym się kabowerdyjskim narodzie. Prawdziwe dziecko Lombo, dzielnicy artystycznej bohemy, płatnej miłości i gorących mindelowskich nocy.

Szybko zaczyna pisać, grać i śpiewać. Zawsze oryginalny. Ma nawet inną gitarę, zwaną „z brązu”, która swą zadziwiającą skalę i dzwięk zawdzięcza gwoździom i metalowym sworzniom wbitym w rezonansowe pudło. Zakłada karnawałową grupę „Floreano”, której przewodzi jego mistrz i genialny gitarzysta Luis Rendall. Od brazylijskich marynarzy B.Leza przejmuje specyficzny sposób gry na gitarze kciukiem. Modyfikuje podstawy morny, wprowadza półtony i molową tonację. Staje się prawdziwym mistrzem tego najpiękniejszego gatunku muzycznego Wysp Zielonego Przylądka. Nikt tak jak on nie potrafi oddać nastroju smutku, zadumy, tęsknoty, rozpaczy… Tego wiecznego, nieprzetłumaczalnego sodade.

„Świecie, igrasz ze mną, bawisz się ze mna w kotka i myszkę…”** Kto z kim igra” Świat czy B.Leza? Niezbyt odpowiedzialny pracownik telekomunikacji i poczty, oskarżony o kradzież, internowany; później marynarz, lekkoduch przepijający lichą wypłatę, choć trzeźwo oceniający sytuację poza granicami Cabo Verde, antyfaszysta. Zarażony syfilisem bonvivant, w Lizbonie poznaje Marię Luizę, Portugalkę o niebieskich oczach, która dla niego rzuca kraj, rodzinę, pracę pielęgniarki. Ale codzienność w Mindelo jest okrutna. I choć B.Leza cieszy się iście królewskim szacunkiem trudno z tego wyżywić dwóch synków. Trudno znieść niekończące się wizyty towarzyszy nocy spędzanych na graniu, zabawie i włóczeniu się po Mindelo. Nie pomaga dobra wola, chęć pomocy wpływowych przyjaciół, czy mizerne próby podjęcia pracy.

Sama miłość przestaje wystarczać, bo przecież prawdziwą miłością B.Lezy jest Mindelo, główną troską dola jego narodu i losy świata, jedynym cierpieniem – ból utraconej lub niemożliwej miłości. Maria Luiza zabiera dzieci i odchodzi. „Pozwól mi umrzeć w cieniu twego smutnego sporzenia, Miss Perfumado”***.

B.Leza umrze samotnie, nie mając u boku ani ukochanej żony ani żadnej „milutkiej Kreolki o wypachnionym ciele”. Spocznie na tutejszym cmentarzu. Jego mistrzowskie morny znajdą się w repertuarze największych pieśniarzy Wysp, Bany, Tito Parisa, Celiny Pereiry i wielu, wielu innych. Jego kompozycje w sposób genialny oddają głęboki smutek i melancholię, a jednak przesycone są odrobiną światła – przejściem w tonację durową, przepełnione lekkością i wrażliwością. Ale ich blask zajaśnieje w pelni dopiero w dniu, w którym świat je usłyszy w wykonaniu wielkiej mistrzyni, prawdziwej królowej morny, Cesarii Evory.

Paryż. Ciepły, listopadowy wieczór. Kabowerdyjska restauracja w pobliżu Olympii. Płomień świecy co chwila przytula się do ścianek szklanego naczynia. Godzinę wcześniej wielka Cesaria skończyła swój kolejny koncert na najsłynniejszej paryskiej scenie. Teraz siedzi naprzeciwko, a obok niej kuzynka B.Lezy. „Więc byłaś w Mindelo?”, pyta. „Byłam.” „A na jego grobie?” „Też”.

B.Leza zmarł 14 czerwca 1958 roku. Jego grób z białego kamienia pokaże przybyszowi każde dziecko.

Elżbieta Sieradzińska

*Prof. Jorze Sousa Brito z Praia uważa jednak , że da Cruz przyjął ów pseudonim na pamiątkę narzeczonej, którą zmuszony był opuścić,
**B.Leza „Lua Testemunha” z płyty Miss Perfumado w wykonaniu Cesarii Evory, Lusafrica-BMG, 1992
***B.Leza „Miss Perfumado” z plyty o tym samym tytule, Lusafrica-BMG, 1992

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *