afryka.org Czytelnia Poznaj Afrykę! Flora Gomes

Flora Gomes jest najbardziej znanym filmowcem z Gwinei Bissau. Świat usłyszał o nim w 1988 roku, kiedy powstał jego pierwszy film „Mortu Nega”. Za ten obraz Gomes został wyróżniony.

Gomes urodził się w 1949 roku, w Gwinei Bissau. Należy do pokolenia, które walczyło z Portugalczykami o niepodległość. Od tych tematów Gomes nie uciekł w swoich późniejszych filmach.

Swoje filmowe wykształcenie Gomes odebrał w Kubańskim Instytucie Sztuki pod kierunkiem Santiago Alvareza. Były to czasy, kiedy Gwineę Bissau i Kubę łączyły dobre stosunki, z racji wspólnej walki o wyzwolenie tej pierwszej spod kolonialnej zależności. Później był Senegalski Instytut Filmowy. Jednak Gomes podjął decyzję o zostaniu reżyserem przede wszystkim pod wpływem obrazów zrealizowanych przez znanego reżysera z Senegalu, uznawanego często za ojca afrykańskiego kina, Sembene Ousmane’a.

Zanim Gomes nakręcił swój pierwszy film, współreżyserował „La Reconstitution” oraz „Anos no Oça Luta”. W 1987 roku powstał jego pierwszy, samodzielny obraz, „Mortu Nega”. Kontrowersje, które towarzyszyły powstaniu tego filmu miały przede wszystkim związek z ogromnym budżetem. Okazało się, że władze Gwinei Bissau, jednego z najuboższych krajów świata, wyłożyły na „Mortu Nega” aż 500 tysięcy dolarów amerykańskich. Tak hojne wsparcie należy tłumaczyć tym, że Bissau wciąż rządziło pokolenie, które walczyło o niepodległość tej byłej kolonii portugalskiej. W ten sposób powstał film, wysoko oceniany na festiwalowych salach Wenecji i Ouagadougou. Większość aktorów, którzy zagrali w „Mortu Nega” byli amatorami. Do tej praktyki Gomes powracał także przy innych filmach.

Pozostańmy jednak przy „Mortu Nega”. Założeniem filmu było ukazanie losów tych, którzy przeżyli czas brutalnej wojny z Portugalczykami. Sam tytuł mówi już wiele i oznacza „tych, którym odmówiono śmierci”. Akcja filmu dzieje się w ostatnich latach walki o niepodległość Gwinei Bissau, 1973-1975.

Film otwiera scena z dżungli, z drogi, którą na front dociera zaopatrzenie z Gwinei-Conakry – kraj ten udzielił schronienia przywódcy ruchu na rzecz wyzwolenia Gwinei Portugalskiej, Amilcarowi Cabralowi. Konwój podąża dalej, a Gomes odmalowuje w kolejnych scenach obraz wojny i związanego z nią terroru, ale również heroizm Afrykańczyków, stawiających czoła Portugalii.

Później przychodzi czas demobilizacji. Żołnierze wracają do normalnego życia, gdzie wszystko jest inne niż było na wojnie. Gaśnie rewolucyjny ferwor. Walką przestaje być wojna z Portugalczykami, a zaczynają starania o wykarmienie dziecka czy rodziny. Idee znikają za horyzontem rzeczywistości. Dawni towarzysze broni zapominają o przyjaźniach z frontu. W takim świecie, postaci takie jak weteran Sako, przestają mieć rację bytu. Potem to co realne miesza się z mitem, i w rezultacie magia wkracza w życie ludzi. Film kończą tańczące dzieci, symbolizujące nadzieję na lepszą przyszłość.

Następny film Gomesa, „Udju Azul di Yonta” (1992) nawiązuje do rozczarowania jakie towarzyszyło weteranom walki o niepodległość. Jest on kontynuacją „Mortu Nega”. Znów mamy bohatera z czasów dekolonizacji. Im dłużej Gwinea Bissau, o którą walczył jest niepodległa, tym bardziej staje się skorumpowana. Vicente jest rozczarowany całą sytuacją. Wypowiada słowa: „ Myśleliśmy, że rewolucja jest dla każdego, okazuje się, że jest, ale wyłącznie dla nielicznych”. W ten sposób komentuje gorzką prawdę o sprawie, za którą walczył.

Obok Vicente w filmie pojawia się jeszcze tytułowa Yonta – dosłowne tłumaczenie to „Niebieskie oczy Yonta” – która reprezentuje już nową generację Gwinejczyków, wychowanych w niepodległym kraju, zapatrzoną w kulturę zachodnią. Jest też biedny student Zé, zakochany w Yonta. Czwarty równie ważny bohater filmu to stolica, Bissau. Miasto, w którym Gomes żył i obserwował jak się zmienia.

Podobnie do poprzedniego filmu, takżei „Niebieskie oczy” kończy scena z tańczącymi dziećmi. Według krytyków to najbardziej zaskakujące kadry w dziejach afrykańskiej kinematografii. Niektórzy porównują je do dzieł Fellini’ego.

„Udju Azul di Yonta” trafił na festiwal w Cannes. Podobny los spotkał „Po di Sangui” („Drzewo krwi”) z 1995 roku. „Po di Sangui” opowiada o konflikcie tradycji ze współczesnością. Gomes zamyka w nim wiele metafor. Film tętni mitami starej Afryki. Ukazuje mieszkańców wsi, gdzie wszystko musi mieć swoją przyczynę. Po „Drzewie krwi” przyszła kolej na „Nha fala” pierwszą afrykańską komedię muzyczną (2003).

A sam Gomes musiał opuścić Gwineę Bissau, kiedy w 1998 roku wybuchł konflikt w tym kraju. Schronił się wtedy w Senegalu. Dziś, dzięki niemu, świat filmu wie, że istnieje takie miejsce, jak Gwinea Bissau.

Kofi

Więcej o filmie „Nha Fala”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *