Pozostając na tej stronie wyrażasz jednocześnie zgodę na korzystanie z plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.    

23-03-2009 | Czytelnia | masindi, polacywafryce, uganda

Wspomnienia: Polski Obóz Masindi 1942-1946

Jeszcze w ubiegłym roku, w listopadzie, na Afryka.org ukazał się krótki tekst o Masindi, gdzie w czasie drugiej wojny światowej znaleźli schronienie Polacy. Potem do Fundacji "Afryka Inaczej" napisała Pani Grażyna Wasilewicz, której matka mieszkała w Ugandzie, właśnie w tamtym okresie.

© cc 

Wspomnienia mojej Mamy Henryki Wasilewicz z domu Owczarz , które spisałam na podstawie nagrań. Grażyna Wasilewicz

„W czasach, gdy tam przebywałam nazywaliśmy to miejsce Polskim obozem w Masindi, który dzielił się na ponumerowane obozy, nazwane przez Polaków, aby złagodzić wydźwięk pojęcia „ obóz". Wymiennie będę mówić: wioska, osiedle.

Osiedle, mówię o okresie od 1942- 1946, całe osiedle składało się z sześciu ( 6) wiosek. Bez nazwy była wioska „przejściówka", w której była kwarantanna dla przyjeżdżających osób transportami. Z niej Polacy byli kierowani do poszczególnych wiosek. Potem, po ustaniu transportów były tam warsztaty, warsztaty klasy gimnazjum o kierunku stolarskim, przędzalnia, tkalnia, szwalnie, warsztat mechaniczny. Po kolei wioski nazywały się:
Wioska nr 1: Niespodzianka
Wioska nr 2 :Babiniec, nazwa pochodziła od kobiet, które w większej części wraz z dziećmi ją zamieszkiwała. Tam ja mieszkałam.
Wioska nr 3. Jadwisin -od imienia doktor Jadwigi Zielińskiej, która opiekowała się higieną
Wioska nr 4. Dziecięca wioska, prawdopodobnie ta, którą wybudowano dla sierocińca
Wioska nr 5. Skolimówka, ponieważ pierwszym komendantem obozu był inżynier Skolimowski: znany Polak, sławny inżynier, zdobywca Kilimandżaro. Był komendantem krótko, prawdopodobnie odwołany w 1943 r. do Nairobi.
Wioska nr 6. Kozi róg
Takie były nazwy sześciu wiosek.
Ja pamiętam, że było sześć wiosek.

Wioska nr 2 „ Babiniec"

Prawdopodobnie wioski były podobne. Mogły być w kształcie litery H lub kształcie„ krzyża'. Po środku był plac, od którego odchodziły cztery ulice. Nasza była w kształcie litery H. Dokładnie nie znam układu innych wiosek, bo nie chodziłam sprawdzać.

Nasza wioska była specjalnie wyróżniona.. Pomiędzy naszym osiedlem nr 2 a osiedlem nr 3 był 200m pas ziemi zostawiony pod uprawę. Pas był orany traktorkiem przed porą deszczową przez Murzynów. Ludzie sadzili kukurydzę, orzeszki ziemne, słodkie ziemniaki- bulwy. To byli ludzie pochodzący ze wsi i chętnie ją uprawiali. My też sadziliśmy ( my to znaczy ciocia autorki wspomnień Julia Gołębiowska , jej dzieci : Józefa i Mietek oraz autorka wspomnień Henryka Owczarz - obecnie Wasilewicz); spory zagon orzeszków ziemnych, kukurydzy, końskiego zębu( rodzaj kukurydzy )i roślin tam uprawianych ,a jadalnych.

Wielu mieszkańców osiedla uprawiało tam ziemię, ponieważ większość pochodziła ze wsi i tęsknili do pracy na roli.

Między naszą wioską ( obóz nr 2), na wysokości tej wolnej przestrzeni, w kierunku ulicy
„ Rób, co chcesz"( nazwa głównej ulicy w polskim obozie) był budynek kina, a po drugiej stronie ulicy na wysokości osiedla nr 2 i kina był polski kościół i szpital. Szpital był bliżej osiedla, kościół - dalej, ale po tej samej stronie ulicy co szpital.

Następne wioski prawdopodobnie już nie miały zostawionego pasa ziemi. Dokładnie nie znam właściwego przeznaczenia tego pasa. Może miały być tam boiska sportowe?

Plac osiedlowy - plac osiedla nr 2

Przy placu osiedlowym była poczta, posterunek osiedlowy , z jednej strony biuro komendanta obozu, z drugiej strony placu - punkt apteczny. Były także magazyny żywnościowe, odzieżowe i duży budynek, budynek którym harcerze mieli magazyny ze sprzętem sportowym, stołami, ławkami. Harcerze zawsze zajmowali się tym, żeby przygotować plac do jakiejś uroczystości: nabożeństwa na placu ; zebrania, na które proszono wszystkich mieszkańców. Zadaniem harcerzy było ustawienie krzeseł, ławek, stołów.

Dalej, obok magazynu harcerzy była świetlica YMCA . W świetlicy poszczególne szkoły eksponowały swoje gazetki, były wywieszane ogłoszenia, odbywały się zabawy osiedlowe, międzyosiedlowe. Codziennie o godzinie 19.30 musieliśmy my uczniowie wysłuchać komunikatu radiowego z Londynu na temat aktualnych wydarzeń między innymi na froncie. To było wpisane do programu szkolnego i na drugi dzień na lekcji języka polskiego była na ten temat dyskusja. Pamiętam, że dzień po dniu bardzo dokładnie wysłuchiwaliśmy komunikatów z trwającego powstania warszawskiego. Codziennie była relacja radiowa i codziennie o tym w szkole rozmawialiśmy. Relacje były bardzo dokładne i systematyczne.
Może niektórym się wydawało, że byliśmy tak daleko od Polski i nic nie wiemy. Wszystko wiedzieliśmy.

Robiliśmy składki na Powstańców. Pamiętam, że robiliśmy na drutach skarpety wełniane, bo mówiono, że to jest potrzebne do wojskowych butów. Przede wszystkim były organizowane składki i wysyłane paczki z materiałami opatrunkowymi, lekarstwa.

Przy placu naszego osiedla, pierwszy budynek od placu przy naszej ulicy- ulicy Lelewela (autorka wspomnień mieszkała przy ulicy Lelewela 14 - L 14) była szkoła podstawowa, po przeciwnej stronie szkoły przy tej samej ulicy był budynek przedszkola. Szkoła podstawowa i przedszkole były dla osiedla nr 2 ( mojego) i nr 1. O ile dobrze pamiętam to były trzy szkoły podstawowe i trzy przedszkola , czyli po jednej dla dwóch sąsiednich wiosek. Natomiast gimnazjum było jedno , ale były gimnazja profilowane na przykład: handlowe, krawieckie. Prawdopodobnie (dokładnie nie pamiętam) było też gimnazjum dla chłopców o profilu stolarskim i mechanicznym.

W gimnazjum lekcje z przedmiotów ogólnych odbywały się dla wszystkich typów takie same w klasach szkolnych, a osobno były praktyki zawodowe. Pamiętam, że uczennice z gimnazjum kupieckiego miały praktyki w pierwszej i drugiej klasie w sklepach. Przy ulicy „ Rób co chcesz" były dwa duże polskie sklepy spożywcze sklepach tych można było dokupić sobie produkty, których brakowało w magazynach, bo większość mieszkańców miała pieniądze z kieszonkowego, zarobki z pracy czy renty po rodzicu - żołnierzu Armii Andersa ( taką rentę miała autorka wspomnień), otrzymywali także pieniądze od członków rodzin służących w wojsku."

Cdn.

blog comments powered by Disqus