Pozostając na tej stronie wyrażasz jednocześnie zgodę na korzystanie z plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.    

29-09-2016 | Muzyka | afryka, maken, orf2016, ostróda, polska, reggae

Wspominamy 16. Ostródę!

Ostróda Reggae Festiwal... trzy dni w kolorach Rasta! Przy dźwiękach pozytywnej muzyki reggae nawet największy pesymista znalazłby swój Eden. To była już 16. edycja festiwalu organizowanego przez Makena,  jak co roku bardzo udana, a to za sprawą uśmiechniętych ludzi z całego świata, których łączy muzyka reggae! Jest ona wspólnym, uniwersalnym środkiem przekazu bez względu na kolor skóry, wyznanie, pochodzenie, dready czy ich brak – wspomina Karolina Bednarz, uczestniczka tegorocznej edycji Ostródy.

© Karolina Bednarz 

Pierwszego dnia na głównej scenie cudownym koncertem uczestników przywitał Ras Muhamad, pochodzący z Indonezji muzyk, prezenter radiowy, a przede wszystkim czołowy wokalista reggae w swoim kraju. Mieliśmy przyjemność z nim rozmawiać. Jak sam mówi, w Indonezji muzyka reggae jest nadal niszowa. Zapytaliśmy Rasa o promocję reggae w jego kraju, o plany jakie wiąże z organizacją podobnego festiwalu  w Indonezji: ,,Chcę się skupić na szerzeniu dobrych wartości, wibracji i emocji za pośrednictwem swojej muzyki’’. Na co dzień poza pracą w studio nagraniowym Ras jest prezenterem radiowym. Zapytany co daje mu muzyka którą tworzy, powiedział, że czuje się błogosławiony oraz spełniony, co przekłada się na energię jaka płynie z jego koncertów. Każdy, kto miał okazję usłyszeć go na żywo zgodzi się z nami, iż Ras wysyła w świat naprawdę dobry vibe! Spotkanie tego człowieka było wielką przyjemnością i ciekawym muzycznym doświadczeniem.

To samo można by powiedzieć o Kabaka Pyramid, który zawitał w piątkowy wieczór na głównej scenie. Chwilę przed tym, na scenie pojawił się brat atysty. Kiedy Kabaka nareszcie wszedł na scenę, publika szalała. W wywiadzie, który przeprowadziliśmy z nim po koncercie, powiedział, że czuł świetną, wielką energię jaka płynęła od festiwalowiczów. Pochwalił też polską scenę reggae, mówiąc, że wspięła się na naprawdę wysoki poziom.

Tego samego dnia mieliśmy przyjemność usłyszeć Violinbwoya na scenie Green Stage (nagłaśnianej przez Dubseed Sound System). Polski skrzypek, od niedawna producent, zgromadził na swoim występie rzeszę dubowych wojowników. Jeśli ten muzyczny sektakl tylko rozbudził ich dubowe oczekiwania, dzięki Yellow Stage (Rise up! sound system oraz Good Vibes Familia) mogli dowoli delektować się dźwiękami o niskich częstotliwościach oraz niebanalną selekcją naszych polskich bardziej i mniej znanych selektorów.

Gwoździem piątkowego line-up'u była zdecydowanie Natalie Rize. To pochodząca z Australii młoda, bardzo utalentowana piosenkarka i multiinstrumentalistka. Jak sama o sobie mówi - jest rebeliantką. Jej przekaz do słuchaczy jest jasny: ,,Jeśli chcemy obalić system, musimy się wszyscy razem zjednoczyć i mu przeciwstawić.'' Tworzenie muzyki reggae porównuje do bycia głosem ludzi, którzy tego potrzebują. Jest kobietą, która bardzo mocno wierzy w to co robi i na tym się skupia, mówiąc ludziom, że tylko dzięki tworzeniu więzi i byciu razem możemy uczynić świat lepszym. Wystarczy, że jedna osoba zaszczepi w drugiej ziarno prawdy, a druga przekaże je kolejnej, wtedy szybciej obalimy ustrój, który bazuje na strachu, przemocy i oszustwie. Natalie Rize to bardzo ciekawa osobowość, pełna energii, zarówno ze względu na muzykę jaką tworzy, ale też przekaz jaki niesie ludziom.

Kolejną gwiazdą ORF była głęboko mistyczna, wręcz elektryzująca Jah9, która przyjechała by promować swój nowy album zatytułowany: "9". Zapytana podczas wywiadu o wiadomość, jaką ten album ze sobą niesie, mówi o tym, że ludzie powinni przestać szukać odpowiedzi, ponieważ to oni sami nią są. Wręcz ona [odpowiedź] jest w naszych głowach. Przestrzega też ludzi: ,,By zaczęli się wzajemnie szanować. Szanować naszą planetę Matkę Ziemię, bo inaczej Ziemia zemści się na nas , co będzie tragiczne w skutkach''. To bardzo ważne, a przede wszystkim prawdziwe słowa. Z niecierpliwością czekamy na jej kolejny album, który ukaże się dopiero za kilka lat, ale Jah9 już zdradziła nam, że będzie on w klimacie JazzOnDub.

Po mistycznym, pełnym przekazów występie Jah9 na scenę wkorczyła rodzina Katchafire. Wśród publiki chyba nie było nikogo, kogo nie rozbujałby ich koncert, który był pełen przekazu o zjednoczeniu, ponieważ to jest fundamentem ich bandu. Zapytaliśmy Katchafire jak to jest tworzyć muzykę całą rodziną, przesiadując godzinami razem w studio. Nie zaskoczyli nas odpowiadając, że to cudowne uczucie, dzięki któremu są naprawdę ze sobą zżyci, chociaż nie ukrywali, że podczas intensywnej pracy, zdaża im się czasem pokłócić. Katchafire to czołowy zespół nowozelandzkiej sceny roots reggae, z domieszką r&b, funky, dancehall'u oraz ska. W rozmowie z nami, zdradzili, iż ich ulubionym stylem jest dancehall i ska, co było bardzo dobrze słyszalne podczas ich sobotniego show, na którym zaprezentowali swój najnowszy album pełen tych rytmów.

Niewątpliwie udanym zwieńczeniem sobotniej nocy był występ francuskiej grupy Stand High Patrol wraz z mc Pupajimem oraz sekcją dentą. Mieliśmy okazję usłyszeć ich ostatni, zeszłoroczny album, w nieco innym wydaniu.

Wisienką na torcie dla wielu festiwalowiczów był koncert Albarosiego, który zaprezentował naprawdę świetny materiał. Niedziela upłynęla pod hasłem World Reggae Contest, w czasie którego pięć zespołów walczyło o uznanie międzynarodowego jury. Zwycięzcą był holenderski zespół The Dubbeez.

Podczas, gdy na głównej scenie szalał Kamil Bednarek, dubheadzi przeżywali prawdziwą dubową ucztę na Green Stage, którą serwował nasz polski producent Radikal Guru wraz z mc El Fata, oraz obłędną sekcją dentą. Zaraz po tym występie, muzycznych doznań dostarczył nam włoski producent Paolo Baldini wraz ze znanymi na całym świecie bliźniakami Mellow Mood.

Na zakończenie XVI edycji ORF główną scenę przejęła legendarna już grupa Vavamuffin, która dała wszystkim zastrzyk pozytywnej energii.

Jak co roku na ORF, każdy był mile widziany. Dzieci miały swój piracki teren pełen edukacyjnych gier i zabaw. Dla aktywnych były zajęcia z jogi i dancehallu, a dla głodnych obfita strefa z jedzeniem.

Reasumując, festiwal zaliczamy do bardzo udanych, zarówno pod względem organizacyjnym jak i muzycznym. Wielkie podziękowania należą się Makenowi i całej załodze zamieszanej w to przedsięwzięcie, dla nich wielki BIG UP! Do zobaczenia za rok!

Karolina Bednarz, Afryka.org

blog comments powered by Disqus