Pozostając na tej stronie wyrażasz jednocześnie zgodę na korzystanie z plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.    

20-07-2011 | Czytelnia | somalia

Somalia, kraj zapomniany

14 lipca w odpowiedzi na apele społeczności narodowej Raila Odinga, obecny premier Kenii, otworzył nowy obóz Ifo II dla somalijskich i etiopskich uchodźców. Każdego dnia kenijską granicę przekracza ponad tysiąc obywateli Somalii i Etiopii. To te kraje prócz Ugandy i Kenii odczuły najdotkliwiej tegoroczną suszę.

Kraj zapomniany

Od wielu lat Somalia nosi niechlubne miano jednego z najniebezpieczniejszych krajów świata. Jednocześnie jest też państwem o najtrudniejszych warunkach do życia. Większość Somalijczyków nie posiada stałego dostępu do wody pitnej, nie potrafi czytać i pisać, nie ma szans na podstawową opiekę medyczną. To, czego w Somalii nie brakuje, to zatrważająca niepewność jutra i brak perspektyw na najmniejsze zmiany.

Do początku lat 90tych w kraju panuje względnie stabilna sytuacja polityczna. Funkcjonują niezbędne instytucje rządowe, a mieszkańcy posiadają dostęp do podstawowych świadczeń. Od 1969 roku władzę w Somalii obejmuje Mohammed Siad Barre. Dyktaktorskie rządy Barre hojnie wspierane są przez Stany Zjednoczone, łożące olbrzymie sumy na gospodarkę i obronność kraju. Sytuacja zmienia się w 1991 roku, kiedy to opozycja obala rządzącego od 22 lat przywódcę. Taki bieg wydarzeń pociąga za sobą tragiczne w skutkach konsekwencje, z którymi Somalia do dziś nie potrafi sobie poradzić.

Pozbawiony władzy Barre ucieka z Mogadiszu, a kontrolę nad państwem przejmują watażkowie, przedstawiciele największych somalijskich klanów, którzy od tej pory będą zajadle walczyć o wpływy w upadającym państwie.

Nie tylko susza

17 lat wojny domowej pozbawia Somalię wszystkiego, co stanowiło o jej państwowości. Zburzono szkoły, szpitale, banki i budynki rządowe. Stolica kraju Mogadiszu staje się miastem widmem, w którym zamiast nawołującego do modlitwy śpiewu muezinów słychać ogłuszające serie z kałasznikowów.

Jakby tego było mało, w rok po przewrocie Somalię nawiedza potężna susza. ONZ wysyła transporty żywności i medykamentów dla cierpiących głód mieszkańców, z których lwią część przechwytują lokalni watażkowie. Gwarantem, iż ofiarowana żywność dotrze do najbardziej potrzebujących mają być wysłane do Somalii Błękitne Hełmy. W grudniu 1992 roku w Mogadiszu ląduje 38 tysięcy żołnierzy, z czego ponad dwie trzecie stanowią Amerykanie.

Po nieudanej (1993) likwidacji wysokich rangą somalijskich przywódców, siły ONZ wycofują się z Somalii, pozostawiając kraj na łasce rządzących nim bojówek. Koszty misji ONZ wyniosły ponad 1,5 mld dolarów. W sławnej akcji „Ireen" życie traci 18 amerykańskich żołnierzy i ponad 1000 cywilów. Chwilę później cały świat obiegają zdjęcia wleczonego za samochodem ciała 19letniego amerykańskiego żołnierza- Jamesa Smitha oraz doszczętnie zniszczone wraki zestrzelonych nad Mogadishu dwóch amerykańskich śmigłowców. Wielkie imperium ponosi druzgocącą klęskę.

Obóz nadziei

Dadaab w Kenii to największy obóz dla uchodźców na świecie. Każdego dnia do jego bram dociera ponad tysiąc osób dziennie. Większość z nich to kobiety i dzieci. Warunki jak w wielu innych obozach świata są tu bardzo trudne. Jednak dla Somalijczyków, którzy pieszo wędrują do niego nawet kilka tygodni jest swoistym wybawieniem. Nadzieją na lepsze życie i uniknięcie śmierci głodowej, której bez wątpienia doświadczyliby we własnym kraju. Pracownicy obozu codziennie przyjmują kolejnych wyniszczonych drogą uciekinierów. Wielu z nich przybywa do Dadaab w tragicznym stanie, wielu umiera zaraz po przekroczeniu bramy obozu. Wśród nich najwięcej jest dzieci, których słabe organizmy nie są w stanie przetrwać w wyniszczających warunkach.

Obecnie obóz zamieszkuje ponad 400 tysięcy ludzi, zbyt dużo jak na warunki tu panujące. Z tego powodu opinia międzynarodowa nakłoniła rząd Kenii do otworzenia nowego obozu dla przybywających tłumnie uchodźców. Kenijski premier Raila Odinga tak komentuje sytuację uchodźców w jego kraju „ żyjemy z tym problemem od 20 lat, przez cały ten czas prosimy wspólnotę międzynarodową o udzielenie nam pomocy. Odpowiadają dopiero teraz, kiedy widzą umierających ludzi. Wspólnota międzynarodowa zawsze podejmuje działania zbyt późno..."

Zarówno w Dadaab, jak i w nowo otwartym Ifo II uchodźcy otrzymują żywność i środki medyczne. Na terenie obozów funkcjonują szkoły, do których posyłają swoje dzieci, kliniki, w których otrzymują pomoc medyczną. Paradoksalnie susza, która wyniszcza ogarniętą chaosem i anarchią Somalię, uratowała ich od pewnej śmierci . Ci, którym udało się szczęśliwie dotrzeć do Kenii nie wrócą już do swojej ojczyzny. Powiększą grono 12 milionów uchodźców wegetujących w przeludnionych obozach, bez pracy, bez perspektyw, bez nadziei. Nie wrócą, bo Somalia, to kraj wiecznej wojny, kraj widmo, kraj pełen śmierci.

Paulina Skiba