Pozostając na tej stronie wyrażasz jednocześnie zgodę na korzystanie z plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.    

29-01-2008 | Poznaj Afrykę! | gambia, jammeh, poznajgambię

Prezydent Yahya Jammeh: „Ręce, które leczą" (2)

W czasach prezydenta Dawda Jawara, Gambia była jednym z niewielu krajów Afryki, którego fundamentem były demokracja i przestrzeganie praw człowieka. Sytuacja ta, zmieniła się radykalnie, gdy do władzy doszedł porucznik Yahya Jammeh. Wraz z upływem lat wykazał się brakiem szacunku wobec wolnych mediów i osób krytycznych wobec jego rządów. A cały świat zadziwił swoim oświadczeniem, że potrafi leczyć HIV/AIDS.

© saharanvibe.blogspot.com. Jammeh twierdzi, że potrafi leczyć. 

Jammeh – pan i władca

Pięć lat po pierwszych wyborach, Jammeh stanął po raz drugi do rywalizacji o fotel prezydenta (2001). Tym razem, w opinii obserwatorów samo głosowanie przebiegło prawidłowo Znowu wygrał Jammeh, z prawie 53-procentowym poparciem. Na drugim miejscu uplasował się przywódca United Democratic Party (UDP), kandydat opozycyjnej koalicji – w jej skład wchodziły trzy partie, UDP, People's Progressive Party (PPP) i Gambian's People Party (GPP) – Ousainou Darboe (z ponad 32-procentowym poparciem). Pozostali rywale, Hamat N. K. Bah (National Reconciliation Party – NRP) i Sheriff Mustafa Dibba (National Convention Party – NCP – ugrupowanie to powróciło na scenę polityczną po siedmioletnim zakazie działalności politycznej) zdobyli jeszcze mniejszą ilość głosów. W wyborach parlamentarnych zwyciężył prezydencki Alliance for Patriotic Reorientation and Construction (APRC), który zdobycie zdecydowanej większości zawdzięczał bojkotowi tego drugiego głosowania przez główna partię opozycyjną, UDP.

Jammeh postanowił wykorzystać sprzyjającą koniunkturę. Swój sukces zawdzięczał przede wszystkim służbom bezpieczeństwa, nad którymi sprawuje kontrolę. Tam gdzie pojawiali się krytycy jego władzy, wysyłał swoich funkcjonariuszy. Gambia pod rządami Jammeha zaczęła być państwem, w którym łamano prawa człowieka i gdzie przestała istnieć wolność słowa. Tymczasem oficjalnym hasłem partii Jammeha, APRC, która do dziś ma większość w gambijskim parlamencie, brzmiało: „Głosuj na pokój i dobrobyt”. Tym pokojem i dobrobytem miał być prezydent Jammeh.

Sprawdzianem skuteczności Jammeha w zdobywaniu poparcia dla swojej kandydatury stały się kolejne wybory prezydenckie w 2006 roku. Rok wcześniej, pięć głównych opozycyjnych partii – UDP, PPP, NRP, National Democratic Action Movement (NDAM) i People’s Democratic Organisation for Independence and Socialism (PDOIS) – podpisało specjalne porozumienie, Memorandum of Understanding (MOU). MOU tworzyło specjalną koalicję, National Alliance for Democracy and Development (NADD), której celem było zdobycie władzy i odsunięcie Jammeha i APRC od sprawowania rządów. NADD nie zdołał zrealizować swojego celu. Z koalicji wyłamały się UDP i NRP tworząc swój własny sojusz na potrzeby wyborów prezydenckich.

W wyborach prezydenckich, 22 września 2006 roku, zawiodła przede wszystkim frekwencja wyborcza. Do urn poszło tylko 58 procent osób uprawnionych do głosowania (w poprzednich wyborach było to 90 procent). Zwyciężył w nich, już po raz trzeci, Jammeh, zdobywając ponad 67 procent głosów. Na drugim miejscu znalazł się Ousainou Darboe z UDP (ponad 26 procent) i Halifa Sallah z NADD (zaledwie 6 procent). Natomiast w styczniu 2007 roku w wyborach parlamentarnych zwyciężył proprezydencki APRC (42 z 48 miejsc). Pozostałe mandaty przypadły UDP (4) i NADD (1). W tym przypadku frekwencja była jeszcze niższa, bo wynosiła 41 procent. Oznaczało to tylko jedno. Wzrost obojętności wyborców wobec tego, co dzieje się w Gambii. A to tylko sprzyjało Jammehowi. Z kolei opozycja zarzucała prezydentowi zastraszanie wyborców oraz przeciwników za pośrednictwem służb bezpieczeństwa, tłumacząc w ten sposób swoją porażkę i wygraną prezydenta.

Jammeh potrafi jednak lawirować pomiędzy dyktaturą i demokracją. Na czas kampanii wyborczej media publiczne były udostępniane także opozycji, ale zaraz po wyborach znów mówiły tylko o prezydencie i APRC. Natomiast niewygodni działacze opozycji byli zatrzymywani.

Jammeh-okrutny

Jednak wybory to tylko jeden ze słabszych dowodów nadużyć, jakich dopuszcza się Jammeh. W 2005 roku doszło do incydentu, w którym śmierć poniosło 44 Ghańczyków i 6 obywateli innych zachodnioafrykańskich państw czekało na statek, którym mieli popłynąć z Gambii do Europy. Imigrantów zaatakowała i zamordowała z zimną krwią gambijska żandarmeria, która działała z polecenia prezydenta Jammeh. Do dziś próbuje ustalić się okoliczności tego zdarzenia. Najprawdopodobniej Jammeh uznał ich za ogromne zagrożenie (w końcu sam doszedł do władzy na drodze zamachu stanu) dla swojego bezpieczeństwa. Podobnie myślały gambijskie służby graniczne.

Pierwsza próba zamachu stanu na władzę Jammeha miała miejsce w 2006 roku. Skuteczniejsze okazały się gambijskie służby bezpieczeństwa, które udaremniły zamach. Jammeh był wtedy w Mauretanii. Głównym podejrzanym został szef sztabu gambijskiej armii Ndure Cham, który przeczuwając jaki los może go spotkać uciekł do Senegalu. Nie udało się to dziesięciu innym oficerom, aresztowanym za zdradę stanu. Czterech z nich skazano na dożywotnie więzienie.

Ale to tylko jeden z przykładów jak działają służby bezpieczeństwa w Gambii Jammeha. Raporty organizacji monitorujących przestrzeganie praw człowieka informują o częstych przypadkach ich łamania. Najczęściej są to pobicia i zatrzymania. Taki los spotkał rowerzystę, który wjechał na wojskową ciężarówkę. Żołnierze uznali, że zamierzał przeprowadzić na nich.. zamach i pobili go. Podobnie jest z uciszaniem i zastraszaniem mediów. Niewygodnym dziennikarzom zamyka się usta. Głośno było o sprawie zastrzelonego wydawcy gazety „The Point”, Deyda Hydara. Natomiast obcokrajowcy, którzy oficjalnie skrytykują prezydenta są wyrzucani z Gambii. Stało się tak w przypadku przedstawicielki UNDP, Fadzai Gwaradzimba, która wypowiedziała się krytycznie na temat doniesień o tym, że Jammeh potrafi wyleczyć ludzi żyjących z HIV/AIDS.

Jammeh-uzdrowiciel





Rewelacje na ten temat prezydenckich rąk, które leczą, zostały ogłoszone w 2007 roku. Okazało się, że do worka talentów Jammeha można jeszcze dorzucić moc uzdrawiania.

Prezydent twierdzi, że zna sekret leczenia za pomocą ziół, które aplikuje chorym. I to nie tylko tym cierpiącym z powodu HIV/AIDS. Jammeh ma sposób na astmę i obniżenie ciśnienia. Podobno już w ciągu trzech dni następuje poprawa – przynajmniej tak mówi prezydent. Zioła są podawane doustnie i wcierane w ciało pacjenta. W procesie ich aplikowania bierze udział sam prezydent. Z ziołami podawane są banany i orzeszki ziemne. Jednak to jakimi ziołami, leczy Jammeh jest utrzymywane w tajemnicy. Wiadomo, że ziołom towarzyszy modlitwa (Jammeh jest muzułmaninem) oraz... gambijska telewizja, która na bieżąco informuje o poczynaniach prezydenta.

Jammeh wierzy, że wyciąga wirus z ciała zakażonej osoby. Uzdrawiająca sesja jest darmowa. Teraz wszyscy zastanawiają się, co jeszcze wymyśli prezydent. Tym bardziej, że to nie jedyne kontrowersyjne poglądy Jammeha – uważa on m.in. obrzezanie kobiet za zabieg, który powinien być praktykowany, bo tego wymaga tradycja. 

Jammeh to polityk, który potrafi przetrwać. Gambia pod jego rządami nadal jest ubogim krajem, który swoją egzystencję opiera na eksporcie orzeszków ziemnych i turystyce (ta jednak ma ograniczony wpływ na zasobność portfela Gambijczyków). Na rządach nieobliczalnego prezydenta zyskują też takie kraje jak Iran, gdzie Jammeh usłyszał zapowiedź pomocy dla Gambii w zamian za zacieśnienie więzów między tymi krajami. Sami Gambijczycy milczą i wydają się być obojętni. Ci, którzy krzyczą głośno są bardzo szybko uciszani i pozostają mniejszością. A szkoda, bo Jammeh zawrócił z drogi, na którą wprowadził Gambię jego poprzednik, Jawara. Nic nie wskazuje na to, że prezydent-uzdrowiciel zamierza kontynuować demokratyczne tradycje ojca niepodległej Gambii. W końcu ma ręce, które leczą. Nie potrzebuje demokracji.

Przeczytaj część pierwszą.

(kofi)

blog comments powered by Disqus