Pozostając na tej stronie wyrażasz jednocześnie zgodę na korzystanie z plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.    

30-07-2009 | Sport | etiopia, pna, pna1962, pucharnarodówafryki

PNA: Rok 1962

Puchar Narodów Afryki '62 zapowiadany był jako wielki rewanż Etiopczyków nad egipskimi Faraonami. We dwóch wcześniejszych edycjach turnieju Egipcjanie nie znaleźli pogromcy, dlatego w 1962 roku wszystkie afrykańskie reprezentacje miały tylko jeden cel - zdetronizować mistrza.

© tessamas.net 

Pierwotnie turniej ten miał się odbyć w 1961 roku w RPA. Przy powstaniu Afrykańskiej Federacji Piłkarskiej (CAF) cztery państwa założycielskie ustaliły, że w 1957 roku Puchar zagości w Sudanie, w 1959 w Egipcie, w 1961 w Południowej Afryce a w 1963 w Etiopii. Tylko dwie pierwsze edycje rozegrane zostały zgodnie z planem. W 1961 roku CAF postanowiła zmienić organizatora, ponieważ władze RPA konsekwentnie odmawiały wystawienia reprezentacji, w której Biali graliby ramię w ramię z Czarnymi.

Nowym gospodarzem została Etiopia, która jednak w ostatniej chwili zadecydowała o przesunięciu turnieju. W grudniu 1960 roku z powodu próby zamachu na Cesarza Haile Selassie w kraju zapanował chaos i uznano, że organizacja planowanej na styczeń imprezy będzie niemożliwa. Ostatecznie Puchar odbył się rok później a wszystkie mecze rozegrane zostały w Addis Abebie.

Eliminacje

Przed rozpoczęciem turnieju pierwszy raz w historii Pucharu Narodów Afryki rozegrano eliminacje. Prawo startu zagwarantowane miała Etiopia - jako gospodarz i Egipt - jako ówczesny mistrz kontynentu. O dwa pozostałe miejsca rywalizowało 7 drużyn: Tunezja, Maroko, Nigeria, Ghana, Zanzibar, Uganda oraz Kenia. Ostatecznie do turnieju zakwalifikowała się Tunezja i Uganda, ale najwięcej emocji wzbudzały poczynania Kenijczyków. W pierwszej rundzie eliminacji Harambee Stars w dwumeczu przegrali z Etiopią 6-10 (1-6 w meczu w Addis Abebie i 5-4 w Nairobi). I kiedy wszystko wskazywało na to, że Kenijczycy muszą pogodzić się z myślą o przegranych eliminacjach, w Chartumie zapadłe decyzja o zmianie organizatora turnieju. Etiopia jako nowy gospodarz nie musiała grać w eliminacjach, dlatego wynik pierwszej rundy został zrewidowany na korzyść Kenii. W następnej fazie kenijska reprezentacja zmierzyła się z Ugandą i po bardzo wyrównanym pojedynku o awansie miał zadecydować rzut monetą. Tym razem los nie był tak łaskawy dla Harambee Stars, którzy ostatecznie zostali w domu a do Etiopii pojechała reprezentacja z Ugandy.

Wiele kontrowersji przysporzył również drugi dwumecz finałowej fazy eliminacji pomiędzy Nigerią i Tunezją. W pierwszym spotkaniu górą byli Nigeryjczycy, którzy przed własną publicznością zwyciężyli 2-1. W rewanżu Super Orły przez długi czas remisowały 1-1 i wydawało się, że nic nie powstrzyma ich przed historycznym pierwszym awansem do finałów Pucharu Narodów Afryki. I wtedy nadeszła feralna 65 minuta, w której tunezyjski napastnik - Abdelmajid Chetali - dał swojej drużynie kontrowersyjne prowadzenie. Nigeryjczycy przekonani byli, że bramka zdobyta została niezgodnie z przepisami a gdy sędzia zignorował ich protesty, obrażeni zeszli z boiska. W wyniku oryginalnej formy protestu Nigeryjczyków mecz zakończył walkowerem i awans przypadł w udziale Tunezyjskim Orłom.

Półfinały

Etiopczycy wiązali z turniejem wielkie nadzieje. W dwóch poprzednich edycjach Pucharu Narodów Afryki zajmowali kolejno drugie i trzecie miejsce, dlatego wszyscy liczyli, że przed własną publicznością sięgną po upragnione złoto. Szkoleniowcem ówczesnej reprezentacji była największa postać w historii etiopskiej piłki - Ydnekatchew Tessema. Inspirując się ofensywnym stylem gry Brazylijczyków, etiopski trener wszechczasów zbudował drużynę, która nazywana była afrykańskimi Canarinhos.

Etiopczykom w zwycięstwie pomóc miał nie tylko tłum miejscowych kibiców, lecz również wysokość, na której rozgrywane były mecze. Addis Abeba leży dwa i pół tysiąca metrów nad poziomem morza, co wydatnie wpływa na wydolność piłkarzy, którzy nie są przyzwyczajeni do takich warunków.

W pierwszym meczu, na stadionie narodowym, na którym pośród 30tysiecznego tłumu zasiadł sam Cesarz Haile Selassie, Etiopia zmierzyła się z Tunezyjskimi Orłami. Wiwatujący kibice gospodarzy zostali szybko uciszeni przez tunezyjskich napastników, którzy w pierwszych 20 minutach meczu zdobyli dwie bramki. W obliczu tak trudnej sytuacji Tessema postanowił zagrać va banque i już w 30 minucie wprowadził na boisko młodego ofensywnego pomocnika Grima zmieniając ustawienie na 4-2-4.

Na efekty zmiany taktyki nie trzeba było czekać długo. Jeszcze przed przerwą Etiopczycy wyrównali a obydwie bramki wypracował Grima (jednej był autorem, druga padła z rzutu karnego, po tym jak był faulowany). Po zmianie stron Etiopczycy obieli prowadzenie dzięki trafieniu Luciano Vassalo. Na 5 minut przed końcem wynik meczu na 4-2 ustalił Mengistu Worku zdobywając pierwszą z trzech bramek, które dały mu na tym turnieju koronę króla strzelców.

W drugim półfinale Faraonowie, którzy byli ówczesnymi mistrzami Afryki, zagrali z o wiele mniej utytułowaną Ugandą. Egipcjanie chcieli trzeci raz z rzędu sięgnąć po zwycięstwo w Pucharze Narodów Afryki, potwierdzając tym samym swoją absolutną supremację na kontynencie. Pomóc miał im w tym legendarny rozgrywający Abdel Fattah Badawi.

Tak jak w przypadku pierwszego półfinału mecz pomiędzy Egiptem i Ugandą rozpoczął się od sporej sensacji. W 16. minucie spotkania ugandyjski napastnik Jonathan dał swojej drużynie niespodzieane prowadzenie a nad Egipcjanami zawisło widmo pierwszej porażki w historii Pucharu Narodów Afryki. Jednak w drugiej połowie Faraonowie zdołali zewrzeć szyki i dzięki trafieniom Selima i niezawodnego Abdela Fattaha wyszli na prowadzenie, którego nie oddali do ostatniego gwizdka.

Mecz o brąz nie przysporzył tylu emocji co półfinały. Tunezyjskie Orły bez problemów pokonały Ugandę, pierwszą bramkę strzelając już w 2. minucie spotkania. Kolejne dwa trafienia przypieczętowały zwycięstwo piłkarzy z Tunezji, którzy do domu wracali z podniesionymi głowami. W ich ojczyźnie brązowy medal w debiutanckim występie w Pucharze Narodów Afryki uznano za spory sukces.

Finał

We wcześniejszych edycjach turnieju Etiopia dwukrotnie przegrywała z Egiptem 0-4, dlatego finałowy mecz zapowiadany była jako rewanż za bolesne porażki. 30tysieczny tłum na stadionie i całe rzesze kibiców przy radioodbiornikach czekały aż reprezentanci Etiopii odwrócą bieg historii pokonując niezwyciężonych do tej pory Egipcjan. Jednak, podobnie jak półfinał, mecz z Faraonami nie rozpoczął się po myśli gospodarzy. W 35. minucie Abdela Fattaha pokonał bezradnie interweniującego Mikaela Gila i dał Egiptowi prowadzenie. Przy niesłabnącym dopingu Etiopczycy rozpaczliwie próbowali odrobić straty. Ich wysiłki zostały nagrodzone dopiero na 16 minut przed końcem meczu, kiedy to niezawodny Grima zdołał doprowadzić do wyrównania. I kiedy wydawało się, że etiopska drużyna pójdzie za ciosem i sięgnie po zwycięstwo, kolejną bramkę strzelili Egipcjanie. Pierwszy raz podczas tego meczu na stadionie zapanowała cisza. „Oczywiście byliśmy zdenerwowani - cały kraj czekał na nasze zwycięstwo a do końca meczu pozostało tylko 8 minut. Po prostu musieliśmy to wygrać, szczególnie, że patrzył na nas sam Cesarz" - wspomina Tessema. W ostatnich minutach regulaminowego czasu gry po raz kolejny swój kunszt pokazał najlepszy napastnik w historii etiopskiego futbolu - Mengistu Worku, który tuż przed końcowym gwizdkiem zdołał doprowadzić do wyrównania.

Dogrywka była teatrem jednego aktora - Italo Vassalo. Piłkarz ten do tej pory uznawany jest za największy niespełniony talent etiopskiego futbolu. Przez wyjątkowo pechową skłonność do kontuzji, za których leczenie płacił wielki entuzjasta talentu Vasalo - Haile Selassie, etiopski napastnik zaledwie w kilku meczach pokazał pełnie swoich możliwości. Jednym z nich był właśnie pamiętny pojedynek z Egiptem. Kiedy w 101 minucie Italo pokonał egipskiego bramkarza jasne stało się, że już nikt nie będzie w stanie odebrać Etiopii Pucharu. Na sekundy przed końcowym gwizdkiem wielkie zwycięstwo przypieczętował Mengistu Worku, zapewniając sobie tytuł króla strzelców turnieju. Po meczu Egipcjanie nie kryli uznania dla swojego rywala. Trener Faraonów - Mohammed Fahmy w jednym z wywiadów przyznał: „Etiopczycy grali z pasją i walczyli o honor swojego kraju. Zasłużyli na zwycięstwo. Od początku do końca to był ich turniej".

psp

blog comments powered by Disqus