Wielka aula londyńskiej insytucji kulturalnej Southbank, na którą parę minut później weszła, opierając się o lasce, lecz z wyprostowanymi plecami, Nadine Gordimer, szybko wypełniała się po brzegi. Rozglądałam się z ciekawością dookoła. Mnóstwo starszych ludzi, część osób, jak podsłuchałam, mających korzenie afrykańskie, starsi dżentelmeni przypominający Michaela Campbella, białego farmera z Zimbabwe, który walczył latami przeciwko rządowi Roberta Mugabego o prawo do pozostania na swej ziemi (na marginesie: polecam gorąco film dokumentalny o sprawie "Mugabe and the White African"). Ale sporo też młodych ludzi, którzy nie mogą pamiętać czasów apartheidu, byli zbyt młodzi, gdy się skończyły.