Fragment "Grzechu"
Polecamy lekturę fragmentu książki egipskiego pisarza, Jusufa Idrisa, "Grzech", która ukazała się właśnie w polskim tłumaczeniu.
Polecamy lekturę fragmentu książki egipskiego pisarza, Jusufa Idrisa, "Grzech", która ukazała się właśnie w polskim tłumaczeniu.
Grzech to przejmująca opowieść o życiu w Egipcie przed rewolucją lat pięćdziesiątych XX wieku. Punktem wyjścia staje się tragiczne wydarzenie – pewna kobieta porzuca swoje nowo narodzone dziecko. Jego ciało znajdują miejscowi chłopi. Rodzi się w nich pragnienie ukarania winnego. Podejrzenie pada na zamieszkujących okolicę imigrantów. Poszukiwania winnych popełnionego grzechu ujawniają zaskakujące prawdy o ludzkiej naturze. Odkrywają także prawa rządzące całą zbiorowością oraz jej obyczaje i tematy tabu…
Mam na imię Malidoma. Znaczy to mniej więcej „bądź obcemu przyjacielem”. Ponieważ członkowie plemienia Dagara wierzą, że każda istota przychodzi na świat ze specjalnym powołaniem, pewne imiona mają charakter intencjonalny. Takie imię opisuje misję, którą noszący je ma do wypełnienia, i od najmłodszych lat nieprzerwanie przypomina mu o jego obowiązkach. W ten oto sposób życiowy plan człowieka zostaje wpisany w jego imię. Jak sugeruje moje imię, trafiłem do świata Zachodu po to, aby opowiedzieć mu o swoim ludzie, a do swojego ludu po to, by podzielić się z nim wiedzą o świecie Zachodu. Tak we wstępie pisze Malidoma Patrice Somé, autor książki "Z wody i ducha", która właśnie ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Czarna Owca.
Wielka aula londyńskiej insytucji kulturalnej Southbank, na którą parę minut później weszła, opierając się o lasce, lecz z wyprostowanymi plecami, Nadine Gordimer, szybko wypełniała się po brzegi. Rozglądałam się z ciekawością dookoła. Mnóstwo starszych ludzi, część osób, jak podsłuchałam, mających korzenie afrykańskie, starsi dżentelmeni przypominający Michaela Campbella, białego farmera z Zimbabwe, który walczył latami przeciwko rządowi Roberta Mugabego o prawo do pozostania na swej ziemi (na marginesie: polecam gorąco film dokumentalny o sprawie "Mugabe and the White African"). Ale sporo też młodych ludzi, którzy nie mogą pamiętać czasów apartheidu, byli zbyt młodzi, gdy się skończyły.
Literatura z Afryki pojawia się wciąż stosunkowo nielicznie w polskim przekładzie. Niektóre wydawnictwa podejmują próby uzupełnienia ogromnej luki na polskim rynku wydawniczym, wydając autorów nadal nieznanych w Polsce. Każda taka inicjatywa książkowa zasługuje na uznanie. Podobnie jest w przypadku dwumiesięcznika „Dekada Literacka”, który jeden ze swoich numerów z 2011 roku poświęcił opowiadaniom portugalskojęzycznych autorów afrykańskich.
Ta książka jest o świecie, który określamy przymiotnikiem arabski. Jego południowe granice wyznacza Sahara. To właśnie na północy Afryki wybuchły rewolucje określane mianem arabskiej wiosny. Do jednej z nich, przeprowadzonej w Tunezji nawiązuje tytuł zbioru reportaży „Mój brat obalił dyktatora”.
Do polskich księgarń niedawno trafił przekład wartej lektury książki Adam Hochschilda – „Duch króla Leopolda. Opowieść o chciwości, terrorze i bohaterstwie w kolonialnej Afryce”. Dzieło z pogranicza literatury faktu, reportażu i beletrystyki warte polecenia osobom zainteresowanym Afryką, zwłaszcza okresem kolonialnym.
The Caine Prize for African Writing to jedna z nagród, o których dowiedziałam się stosunkowo niedawno, a które już bardzo cenię. Fundację przyznającą nagrodę założyli przyjaciele Michaela Caine'a, przez blisko 25 lat zarządzającego komisją przyznającą Bookera. Caine zauważył, że literatura afrykańska jest zbyt mało znana i postanowił przyczynić się do tego, by było o niej głośniej.