Pozostając na tej stronie wyrażasz jednocześnie zgodę na korzystanie z plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.    

17-11-2014 | Czytelnia | afryka, polonia, rpa

Dom na końcu świata 2

Artykuł „Dom na końcu świata” cieszył się tak dużym zainteresowaniem, że postanowiliśmy w kolejnych artykułach dalej przybliżać temat Polonii w RPA. Przez kolejne tygodnie ukazywać się będą wywiady z młodymi Polakami, wychowanymi w Afryce.

W pierwszej odsłonie publikujemy wywiad z Karoliną Piotrowską, która od urodzenia mieszka w Vanderbijlpark. Tam kończy właśnie studia na Uniwersytecie North West. Pracuje tam także jako młodszy asystent profesora i wykładowca.

Jak to się stało, że Twoja rodzina zamieszkała w RPA?

Moja rodzina przeniosła się do RPA rok przed moimi narodzinami, w 1989 roku. W kwietniu 1988 roku mój tata przeniósł się do Grecji, a mama dołączyła do niego w grudniu tego samego roku. Dokładnie rok później przenieśli się do RPA.

Zawsze, gdy pytam mamę, dlaczego opuścili Polskę, mówi, że życie w komunistycznym państwie było bardzo trudne. Nie mieli swojego domu. Dlatego mieszkali razem z moimi dwoma starszymi braćmi i dziadkami w małym mieszkaniu. Tata dostał pracę w Grecji dzięki przyjacielowi. Opowiadał mi, że jadąc tam byli zatrzymywani na każdej granicy. Ich samochód i bagaże były dokładnie przeszukiwane, ponieważ jechali z państwa komunistycznego. Inne osoby były przepuszczane bez żadnego problemu.

Gdy rodzice opuszczali Grecję, mogli przenieść się do Kanady lub RPA. Wybór padł na RPA, ponieważ tata otrzymał pracę w Yskor (znane dzisiaj jako Mittal Steel). Rodzice dostali dom w Vanderbijlpark, gdzie wciąż mieszkamy. Mama czasem myśli o powrocie do Polski po przejściu na emeryturę. Jesteśmy jednak tutaj szczęśliwi.

Jak wyglądało Twoje dzieciństwo w RPA? Myślisz, że byłoby inne, gdybyś dorastała w Polsce?

Jestem przekonana, że byłoby inaczej. Dorastanie w RPA było bardzo ciekawe, ponieważ mieszka tutaj tylu ludzi z różnych krajów! Miałam przyjaciół Południowoafrykańczyków, ale także Portugalczyków, Niemców, Szwedów, Greków, Holendrów i Belgów. Nasza szkoła była taką mieszanką kulturową. Od najmłodszych lat mam kontakt z różnymi kulturami i językami. Sądzę, że to jeden z powodów, dla których Południowoafrykańczycy są tacy elastyczni. A przynajmniej ci, których poznałam.

Rodzice chcieli wychować Ciebie w duchu polskości? Czy może chcieli, żebyś stała się częścią społeczeństwa południowoafrykańskiego?

Rodzice wychowywali mnie na Polkę. Chodziliśmy na msze do kościoła katolickiego. W każdy weekend mieliśmy lekcje w polskiej szkole, gdzie uczyliśmy się czytać i pisać po polsku. Mieliśmy też historię i geografię. Myślę, że to było dla nas istotne, by wiedzieć, skąd jesteśmy. Nasza kultura jest ważna w kształtowaniu naszej tożsamości.

Gdy byłam młodsza, bardzo poważnie traktowałam swoją polskość. Trochę tak, jakby nie było w RPA Polaków poza mną. Tak było do momentu, gdy poleciałam do Polski. Przeżyłam szok kulturowy. Wtedy zrozumiałam, że Polacy różnią się ode mnie. Od tej pory myślę o sobie jako o Południowoafrykance.

Tak naprawdę nie należę do końca ani do RPA ani do Polski, jestem gdzieś pomiędzy.

Jako dziecko przyjaźniłaś się z Polakami czy Południowoafrykańczykami?

Gdy byliśmy mali, polskie rodziny często się odwiedzały. Mieliśmy polski kościół i polską szkołę. Dlatego przyjaźniłam się raczej z Polakami. Wciąż mam z nimi kontakt, ale rzadko się spotykamy. Od czasu liceum poznawałam coraz więcej osób. Teraz większość moich przyjaciół to Południowoafrykańczycy i, oczywiście, kilku Europejczyków.

Oglądałaś polskie bajki czy południowoafrykańskie? Jakie książki czytałaś?

Bajki? Haha, z jakiegoś powodu to pytanie często się pojawia. Oglądałam dużo polskich bajek. Dostawaliśmy kasety od rodziny z Polski. Oglądałam więc Smerfy po polsku, Bolka i Lolka, Reksia i inne. Oglądaliśmy też filmy animowane, dubbingowane w języku polskim. Oglądałam je do znudzenia. Wciąż mam je w szafie – Wilka i zająca czy Zakochanego Pingwina. Czasem oglądałam telewizję i angielskie kreskówki. Scooby-Doo była moją ulubioną. Lubiłam też Atomówki.

Pamiętam, że w polskiej szkole dostałam książkę w nagrodę za dobre oceny. To były Polskie Wierszyki Jana Brzechwy. Bardzo mi się podobała. Polska szkoła organizowała nam przedstawienia, podczas których mieliśmy wyrecytować kilka takich wierszyków, np. Na straganie  czy Paweł i Gaweł. Każde z nas grało inną postać. Odgrywaliśmy też przedstawienia, takie jak Bazyliszek, Kot w Butach i Kopciuszek (grałam złą macochę). Ćwiczyliśmy miesiącami, żeby potem wystąpić przed rodzicami w Polskim Klubie.

Jakie znasz języki? Jakich używacie w domu?

W domu używam języka polskiego w rozmowach z rodzicami i angielskiego, rozmawiając z braćmi. Polskiego uczyłam się od urodzenia. Teraz używamy go też jako kodu. Gdy nie chcemy, by inni zrozumieli, o czym mówimy, używamy polskiego.

Gdy moi bracia zaczęli chodzić do szkoły, uczyli się angielskiego i przynosili niektóre zwroty do domu. Potem sama się go nauczyłam w szkole.

Znam też afrikaans. W czwartej klasie, gdy miałam 10 lat, zaczęłam się go uczyć w szkole. To było straszne! Ciężko było mi nauczyć się nowego języka, a dzieci śmiały się z mojego akcentu. Z czasem szło mi coraz lepiej i na koniec liceum miałam takie same oceny z angielskiego i afrikaans. Teraz raczej nie używam afrikaans, choć ludzie często zagadują mnie w tym języku. Nie przeszkadza mi to. Rozumiem ich i mogę odpowiedzieć po angielsku, bo wiem, że mnie zrozumieją.

W podstawówce uczyłam się też portugalskiego, ale nic z tego dziś nie pamiętam. Jeżeli nie używasz języka, zapominasz go.

Na studiach zaczęłam się uczyć niemieckiego, ponieważ mieliśmy taką możliwość. Wciąż chciałabym się nauczyć jednego z języków Bantu. Wydaje mi się to smutne, że żyję w RPA od urodzenia i nie znam żadnego z dziewięciu języków Bantu, które są językami oficjalnymi w RPA.

Myślę, że sytuacja językowa w RPA jest bardzo ciekawa. Angielski jest naszym lingua franca, ale ciężko spotkać kogoś, kto nie zna jeszcze innego języka.

Czy Twoja rodzina kultywuje polskie tradycje?

Tradycje są bardzo ważne dla mojej rodziny. Obchodzimy Wigilię i Wielkanoc. Każdego roku robimy z mamą setki pierogów dla całej rodziny. Tata robi barszcz. Poza tym, mamy tutaj Wianki i topienie Marzanny, organizowane przez Polski Klub. W dzieciństwie uwielbiałam te wydarzenia.

Z czym kojarzyła Ci się Polska, gdy byłaś mała?

Z ojczyzną. Z jakimś mitycznym miejscem, gdzie życie było lepsze, ponieważ to nie było RPA. Tam mieszkała moja rodzina. Dlatego uważałam, że to też moje miejsce. Ale szybko zrozumiałam, że każdy kraj ma swoje wady i zalety. Opuszczenie RPA wcale nie oznaczałoby, że moje życie stałoby się łatwiejsze. W dzieciństwie myślałam, że wszystko w Polsce jest lepsze, ładniejsze. Szkoły. Ludzie.

Jak to jest żyć tak daleko od rodziny?

Ciężko, ponieważ możesz zobaczyć swoich bliskich tylko wtedy, gdy stać Cię na bilet do Polski. Bądźmy szczerzy, taki bilet nie jest tani. My nigdy nie byliśmy bardzo bogatą rodziną, więc nie stać nas było na latanie do Polski każdego roku. Ostatni raz byłam tam w 2006 roku, a teraz polecę w 2015. Wiele się zmieniło przez ten czas. Mój dziadek zmarł. Moi kuzyni dorośli. Jeden z nich się ożenił, niedługo urodzi mu się pierwsze dziecko. Są moimi krewnymi, ale nie miałam okazji ich poznać lepiej, spędzić z nimi czasu. To smutne.

Ile razy byłaś w Polsce?

Cztery razy. Głównie po to, by odwiedzić rodzinę. Uważam, że to naprawdę piękny kraj, taki czysty. Ludzie wydają się przyjaźni. I jedzenie… tyle jedzenia! Gdy jesteś w Polsce, wszyscy ciągle czymś Cię częstują! Zawsze wracasz z Polski kilka kilo cięższy.

Czy kiedykolwiek żałowałaś, że Twoja rodzina przeniosła się do RPA?

Często zastanawiałam się, jak wyglądałoby moje życie, gdybyśmy zostali w Polsce. Jak wiele rzeczy mogłoby się wydarzyć. Ale to RPA jest moim domem. Cieszę się, że tutaj mieszkam. Oczywiście, ten kraj zmaga się z wieloma problemami, jak przestępczość czy dyskryminacja. Nigdy w życiu nie chciałabym się znaleźć sama na ulicy w środku nocy albo zostawić otwarte drzwi do domu. Ale jednak RPA ma też wiele zalet. Tradycje. Ludzi.

Interesujesz się polską kulturą, historią, polityką?

Tak, wiem dużo więcej o polskiej historii niż południowoafrykańskiej (do czego aż wstyd się przyznać). Interesuje mnie słowiańska mitologia. Wszystko zaczęło się od topienia Marzanny. Zaciekawiła mnie historia tej tradycji.

Raczej nie interesuję się polską polityką. Nie  mam też wielu polskich płyt. Natomiast mamy mnóstwo polskich filmów i seriali. Moi rodzice je uwielbiają! Tacie zawsze udaje się jakoś zdobyć płyty z nowymi serialami i filmami, gdy jest w Polsce lub gdy odwiedzają nas znajomi z Polski.

Czy są jakieś stereotypy, dotyczące RPA, które wyjątkowo Ciebie drażnią?

Mam wrażenie, że ludzie myślą, że trzymamy w ogródku lwy i mieszkamy w chatach. Gdy mówię, że jestem z Republiki Południowej Afryki, wychwytują tylko słowo „Afryka” i pojawiają się skojarzenia z centralną Afryką. Winię za to telewizję, filmy o dzieciach-żołnierzach czy chorobach takich, jak ebola. To straszne zjawiska, które jednak nie dotyczą całego kontynentu afrykańskiego. RPA to piękny kraj. Mamy tyle do zaoferowania.

Czy chciałabyś coś jeszcze dodać?

Jeżeli chcecie poznać Polaków-Południowoafrykańczyków, przyjedźcie nas!!!

Rozmawiała Karolina Drejerska

blog comments powered by Disqus