Pozostając na tej stronie wyrażasz jednocześnie zgodę na korzystanie z plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.    

07-02-2011 | W stronę Cabo Verde | caboblog, cesaria, evora, muzyka, sieradzinska

Afrykańskie szanty w Lublinie

Już to widzę! Nando z fajką w zębach, Tey i Miroca w pasiastych koszulkach, a kto w marynarskiej czapeczce? Oczywiście gitarzysta Kako, choć i bez białej czapki przystojniak z niego!

© sieradzinska.pl. Strona Cesarii Evory 

W prasie europejskiej sporym  echem odbił się powrót Cesárii Evory na scenę po ubiegłorocznych poważnych problemach zdrowotnych. W Polsce temat powrócił zwłaszcza teraz, gdy już znane są terminy dwóch czerwcowych koncertów Bosonogiej, 17 czerwca w Lublinie i 19 czerwca w Warszawie w Sali Kongresowej.

Warszawa jak to Warszawa, przyzwyczajona do przyjazdów Cesarii, ale w Lublinie gwiazda world music pojawi się pierwszy raz. Wprawdzie planowano koncert w październiku ubiegłego roku, ale z wiadomych przyczyn nie doszedł do skutku. Ale w czerwcu Evora zaśpiewa w Hali Globus, w związku z tym prasa poświęca jej sporo miejsca.No i jest jak zwykle. Choć nie, zwykle czytam, że śpiewana przez nią morna to rodzaj fado i że słychać w niej wpływy...O, i tu się zaczyna fantazjowanie. Dziesiątki razy o tym pisałam, więc nie chcę zanudzać, ale tym razem nie wytrzymam.

W „Kurierze Lubelskim" przeczytałam bowiem, że Cesaria - mamma mia! - „łączy wpływy muzyki Zachodniej Afryki z elementami brytyjskich szant i portugalskiego fado". O relacjach morny i fado już nie mam siły pisać. O szantach mam ogólnie, przyznaję, blade pojęcie, ale boję się, że ci, którzy o muzyce Cabo Verde też mają blade pojęcie ( mają prawo!) i przeczytali taką informację, to wybierając się na koncert mogą spodziewać się zupełnie czegoś innego niż to, co usłyszą.

O wpływach brytyjskich na Wyspach Zielonego Przylądka można mówić sporo, ale, jak to bywa w przypadku wyspiarskiego kraju, także i o wielu innych, francuskich, arabskich, żydowskich nie mówiąc już o Portugalii. W portach Cabo Verde cumowały statki z całego świata, w knajpkach robrzmiewała więc różna muzyka, ale tak jednoznaczne wpisywanie brytyjskich szant w korzenie morny ( i to na pierwszym miejscu) to już gruba przesada. No dobrze, to prawie bzdura.

Podobnie zresztą jak grubą przesadą jest wniosek wysnuty przez Aisling Irwin, autorkę jedynego przewodnika po Cabo Verde w języku polskim. Badając wpływy żydowskich uciekinierów na archipelagu Irwin stwierdza, że właściwie większość mieszkańców Cabo Verde lub wyspy Santo Antao ( nie bardzo zrozumiałam o co autorce chodzi) ma korzenie żydowskie(???). Dlatego już na 8 stronie przewodnika, w rozdziale poświęconym historii umieszcza bite dwie strony o Żydach na Cabo Verde. Jak na pierwsze zetknięcie się z historią archipelagu to chyba również gruba przesada.

A wracając do koncertu Cesarii w Lublinie i do szant. Konia z rzędem temu, kto w usłyszanych 17 czerwca rytmach doszuka się szantowych wpływów! A w białej, marynarskiej czapce chodził, elegancki jak zwykle, marynarz wszystkich mórz świata, nieodżałowany Manuel de Novas, jeden z nadwornych kompozytorów Ėvory. Ale w jego utworach, nawet tych pisanych być może na pokładach statków szantowych wpływów nie słychać.Bo  po co i dlaczego miałyby być?

Ciekawa jestem, co też odkrywczego będzie jeszcze można przeczytać na temat Cesarii i Cabo Verde, bo do czerwca sporo czasu. Napisałam do „Gadek z Chatki" mail z pytaniem czy są zainteresowani jakimś materiałem, ale nie są. Nawet mi nie odpowiedzieli. Ich sprawa! Mają czas. Na pierwszy ogień idzie białoruski Mińsk, gdzie 10 marca w pierwszej części koncertu Cesarii zaśpiewa dobrze już znana w Polsce Lura.

A moją sprawą jest, a raczej było zrobienie polskiej, kompletnej strony o Cesárii. Trwało to długo, ale wreszcie jest. I jeśli ktoś ma ochotę dowiedzieć się więcej o tym i owym przed koncertem, służę.

http://www.sieradzinska.pl/pages/cesaria-evora.php

Wiem, raczej powinnam napisać o wyborach parlamentarnych na Cabo Verde, czy choćby o odejściu Nacii Gomi, wielkiej postaci batuco, mniej znanego w Polsce gatunku muzyki kabowerdyjskiej;  pogrzeb Gomi odbył się wczoraj. Ale polityki mam serdecznie dość, nawet w kreolskim wydaniu. O Nacii już pisałam w artykule „Zakazane batuco" http://afryka.org/index.php?showNewsPlus=3209. Powiem tylko: szkoda. Odeszła kolejna, wielka postać autentycznej muzyki archipelagu. Autentycznej i na szczęście mającej swych kontynuatorów. Ale to już inne pokolenia i inna historia. Tych oceniać będzie nie tylko publiczność, lecz i jury Cabo Verde Music Awards.Zupełnie nie w stylu Herminii czy Nacii.

Elżbieta

blog comments powered by Disqus