Pozostając na tej stronie wyrażasz jednocześnie zgodę na korzystanie z plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.    

17-02-2016 | Książki | 7dniafryka, afryka, afrykainaczej, eog, etiopia, media, monitoringmediów, ogaden, polska

7 Dni Afryka: 438 dni o Etiopii

Czytając tę książkę nie licz na literaturę, w piękny sposób opisującą zdarzenia towarzyszące dwóm dziennikarzom, schwytanym i uwięzionym przez etiopskie władze. Przygotuj się na wizytę w dziennikarskim warsztacie, gdzie liczy się przede wszystkim temat, a wszędzie unosi się zapach „smaru” z kolejnych newsów, wprowadzonych do reporterskiego „garażu”. I dlatego warto przeczytać tę książkę.

„438 dni. Nafta z Ogadenu i wojna przeciw dziennikarzom” jest kolejnym z wielu już reportaży o Afryce wydanych przez Czarne. Poznajemy historię dwóch dziennikarzy, a precyzyjniej dziennikarza – Martina Schibbye i fotoreportera, Johana Persssona. W 2011 roku postanowili wziąć na swój dziennikarski celownik Ogaden, rejon Rogu Afryki, który aspiruje do niepodległego bytu, wbrew Etiopii, w której granicach znajduje się nieistniejący kraj. Wyruszają zatem przez Kenię i Somalię, wjeżdżają bez wizy do Etiopii, pierwsze dni spędzając z rebeliantami z Frontu Wyzwolenia Ogadenu. Ich podróż wciąż napotyka na trudności. A towarzyszenie Ogadeńczykom, wymykającym się wciąż etiopskiemu wojsku i lokalnym milicjom, lojalnym wobec rządu w Addis Abebie, oznacza potworne zmęczenie, brak wody i pot. I kiedy opowieść o Ogadenie i śledztwo dotyczące szwedzkiego inwestora, który inwestuje w pola naftowe w Ogadenie, a przez to może mieć wpływ na łamanie praw Ogadeńczyków, ma szansę naprawdę się rozpocząć, autorzy „438 dni” trafiają w ręce etiopskich władz.

Dramatyczny zwrot akcji uniemożliwi im kontynuację tematu. Otwiera jednak nowy temat. Są nim prawa człowieka w Etiopii, wolność prasy i słowa, która w Etiopii jest nagminnie łamana. Poznajemy etiopskie więzienie, sposób prowadzenia śledztwa, cele i „obozy rekreacyjne”, gdzie trafiają Schibbye i Persson. Przechodzimy z nimi przez sądowe sale. Poznajemy przestępców z całego świata, zatrzymanych za kratami, ale też etiopskich działaczy i dziennikarzy, zamykanych przez Etiopię pod hasłem walki z przeciwnikami państwa.

Następuje zatem nagły zwrot, i z tematu, na którym wolni strzelcy ze Szwecji chcieli zarobić, wyłania się inny temat, którego są ofiarami i uczestnikami. Zapach toalet, wszy i pluskwy, umierający na gruźlicę współwięźniowie, leżący na tym samym cemencie, to tylko nieliczne z wielu historii, opisanych w książce.

Wreszcie uwolnienie. I refleksja po przeczytaniu. Niezwykłość „438 dni” polega na surowej narracji, wulgarnej i brudnej od smaru i oleju, obecnych w dziennikarskim warsztacie. Nie ma w tym warsztacie miejsca na misję. Jest temat. Dostarczenie historii, przypływ adrenaliny, i chęć zarobienia na materiale z miejsca, do którego redakcje boją się wysyłać swoich korespondentów, i w ten sposób torują drogę wolnym strzelcom, gotowym na ryzyko. Tej gotowości nie towarzyszy prawie żadna szlachetna pobudka. Temat jest najważniejszy.

 Jednak „438 dni” obnaża też jeszcze jeden wątek. W czasach, kiedy coraz więcej Polaków jeździ do Etiopii, uświadamia czytelnikom, czym jest współcześnie ten dumny kraj, z wielowiekową tradycją niepodległości. Uświadamia też, jak bardzo ryzykują etiopscy dziennikarze, którzy nie mają takich szans na nagłośnienie swojej historii, jak ich szwedzcy koledzy po fachu. I w tej sprawie niewiele się zmienia. Etiopia wciąż stara się mieć wpływ na media i ogranicza ich wolność. Etiopski premier Hailemariam Desalegn jest u władzy od 2012 roku. Kiedy kraj przygotowywał się do wyborów w maju 2015 roku, władze wzięły na celownik niezależne media, aresztując dziennikarzy, zastraszaniu domów wydawniczych i kolporterskich. Przeciwko niepokornym wobec rządu zostały otwarte procesy sądowe, ci sprawiło znaczne ograniczenie dostępu 90-milionowego społeczeństwa do niezależnych od rządu źródeł informacji. Wcześniej, w 2014 roku, do aresztu trafiło 10 dziennikarzy i blogerów, a sześć publikacji miało zachęcać do „terroryzmu”. W rezultacie 16 dziennikarzy uciekło na wygnanie. W Etiopii nie ma też żadnego niezależnego nadawcy, poza Ethiopian Satellite Television, nadawanej z USA, przez opozycję wobec etiopskiego rządu.W przypadku internetu firma Ethio Telecom jest dostawcą związanych z tym usług, blokując krytyczne wobec władz strony internetowe.

Paweł

Więcej o książce.

 
Projekt "Afrykanie w Polsce - badanie i monitoring na rzecz zwalczania dyskryminacji", realizowany w ramach dotacji otrzymanej z programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG, jest projektem o zasięgu ogólnopolskim i ma na celu sprawdzenie, jak po pięciu latach, od przeprowadzenia pierwszych kompleksowych badań na temat postrzegania Afryki i jej mieszkańców przez obywateli Polski oraz pierwszego monitoringu polskich mediów, zmienia się stosunek polskiego społeczeństwa i mediów wobec osób pochodzenia afrykańskiego.

W rezultacie projekt dostarczy kluczowych danych, niezbędnych do prowadzenia działań, które w sposób systemowy przeciwdziałają nietolerancji i dyskryminacji, w tym pomogą też lepiej zrozumieć współczesne źródła zjawiska mowy nienawiści. Jednocześnie projekt zajmie się grupą osób pochodzenia afrykańskiego, której nie są poświęcane dedykowane i odrębne badania, i będzie prowadzony przy bezpośrednim udziale Afrykanów.

Zobacz poprzednie wyniki badań i monitoringu prowadzonych przez naszą Fundację.

blog comments powered by Disqus