17. rocznica ludobójstwa w Rwandzie

afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej 17. rocznica ludobójstwa w Rwandzie

Zaczęło się od zestrzelonego w promieniach zachodzącego nad Rwandą słońca samolotu. Samolotu, na pokładzie którego zginął pochodzący z plemienia Hutu ówczesny prezydent Rwandy – Juvenal Habyarimana. Był 6 kwietnia 1994 roku. Dzień ten na zawsze zapisał się jako jeden z najtragiczniejszych na kartach historii Afryki i świata.

Od tego momentu, przez cztery kolejne miesiące (od kwietnia do lipca 1994 roku), każdego dnia mordowano ok. 10 tysięcy osób, co daje łącznie ok. miliona ofiar. Po ludobójstwie Ormian dokonanym przez Turków w latach 1915-1916 oraz Holokauście w Europie w latach 1941-1944, ludobójstwo Tutsi w Rwandzie było trzecim i ostatnim, do którego doszło w XX wieku.

Ludobójstwo osób z plemienia Tutsi (stanowiących zdecydowaną mniejszość wśród Rwandyjczyków, ok. 15%) przez plemię Hutu, pomimo całej swej gwałtowności, miało swoje korzenie już wiele lat wcześniej. Walki w latach 1962, 1965, 1972 czy 1988 były zbiorowymi wybuchami nienawiści i rzezi, rozpętywanymi przez kolejne reżimy. Również tę decyzję z 1994 roku podjęto na najwyższym szczeblu państwowym. Zakończone w 2010 roku śledztwo rwandyjskiego rządu orzekło, że to sami Hutu stali za zabiciem prezydenta Habyarimana, co z kolei posłużyło im jako pretekst do masowej rzezi.

Charakterystyczną cechą rwandyjskiego ludobójstwa było zaangażowanie w nie jak największej ilości osób. W bardziej lub mniej bezpośredni sposób w dokonywaniu masakr miało swój udział prawie 2 miliony ludzi – mężczyźni, kobiety, dzieci, urzędnicy, wojskowi. Miało to swoje praktycznie uzasadnienie – w końcu nie można podać do sądu całego ludu naraz. Powołane przez Hutu bojówki Interahamwe („Walczący razem”) i Impuzamugambi („Mający wspólny cel”) niejednokrotnie nie miały żadnych mundurów, a ich jedyną bronią były maczety. Stworzona przez Interahamwe rozgłośnia radiowa „Wolne Radio i Telewizja Tysiąca Wzgórz”, nazywana także „radiem nienawiści”, regularnie namawiała do ataków i mordowania Tutsi. Pomysłodawcy ludobójstwa zaplanowali zatem atak w taki sposób, aby uniemożliwić jakiekolwiek dochodzenie na drodze sądowej.

Nie można nie wspomnieć o niezwykłym okrucieństwie dokonywanej rzezi. W Afryce nie wystarcza samo zabicie przeciwnika – należy zniszczyć jego ciało. Stąd pastwienie się nad ofiarami, tortury i kaleczenie zwłok. Afrykańska maczeta – szeroki sierp używany do ścinania lian, koszenia trawy czy zabijania kurcząt, posłużyła do powstania po ludobójstwie nowego frazeologizmu – wyciąć kogoś maczetą.

Te masowe masakry zakończyły się dopiero po obaleniu rządu w lipcu 1994 roku przez siły Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego, na czele których stał Paul Kagame (obecny prezydent Rwandy). Mimo posiadania wielu danych o konflikcie oraz aktualnych relacji z mediów, mówi się o zadziwiającym milczeniu państw zachodnich i tym samym ich przyzwoleniu na dokonanie w Rwandzie nowego holocaustu. Nawet powołana w 1993 roku Misja Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy Rwandzie (UNAMIR) nie podjęła się szerszych interwencji, co więcej – ograniczyła swoje siły. Kontrowersje wzbudziła także polityka Francji, którą oskarżono o wspieranie Hutu i ludzi Habyarimany (Francja zgodziła się także na ewakuację do Paryża wdowy po prezydencie Rwandy, Agathe Habyarimany, zwanej „Lady Genocide”). Kontrowersyjna okazała się również reakcja obecnych w Rwandzie podczas ludobójstwa przedstawicieli Kościoła katolickiego, którzy nie tylko w wielu przypadkach nie pomogli ofiarom, ale i wręcz wspierali katów. Tuż po ludobójstwie, z obawy przed represjami, nastąpiła masowa ucieczka tysięcy Hutu do krajów sąsiednich, głównie do Zairu (obecnie Demokratyczna Republika Konga). Ten exodus przyciągnął kamery ze wszystkich stron świata, co jeszcze bardziej spotęgowało poczucie niesprawiedliwości wśród ocalałych Tutsi.

17 lat po tych tragicznych wydarzeniach, Rwanda ciągle stoi przed niełatwym zadaniem zmierzenia się ze swoją historią. W 2002 roku zaczęły działać Sądy Gacaca – tradycyjne sądy plemienne, reaktywowane z uwagi na niewydolność instytucjonalnego aparatu sądowniczego i w celu przyspieszenia prac nad procesami osób podejrzanych o udział w ludobójstwie. Efekty prac budzą jednak wiele kontrowersji. W maju 2003 roku ok. 20 tysięcy Hutu powróciło z więzień do swoich rodzinnych domów. Kaci i ofiary na nowo stali się swoimi sąsiadami, a ta sytuacja zmusiła ich do stykania się ze sobą na co dzień. W swoim filmie „My Neighbour, My Killer” z 2009 roku reżyserka Anne Aghion w przejmujący sposób pokazuje, jak niełatwo przychodzi Rwandyjczykom żyć w społeczeństwie, w którym jedni muszą prosić, a drudzy udzielać przebaczenia oraz jak ciężko odbudować wzajemne zaufanie. W lutym 2010 roku Rwandę odwiedził Nicolas Sarkozy, jako pierwszy francuski prezydent po dokonaniu się ludobójstwa. Odwiedził muzeum poświęcone ofiarom masakry, a także przyznał, że Francja popełniła niewybaczalne błędy. Był to krok w kierunku polepszenia francusko – rwandyjskich relacji, które zerwano w 2006 roku z powodu oskarżenia przez Francję prezydenta Paula Kagame o zaangażowanie w zamordowaniu prezydenta Habyarimany, co z kolei ze strony Rwandyjczyków doprowadziło do oskarżenia Francuzów o pomoc w szkoleniu Hutu. Tuż po wizycie Sarkozy’ego w Kigali, w Paryżu aresztowano Agathe Habyarimanę.

O wewnętrznych podziałach i o tym, jak nie można wymazać pamięci mimo oficjalnej propagandy mówiącej o dążeniu do zjednoczenia pisze Wojciech Tochman w swoim wydanym pod koniec 2010 roku reportażu „Dzisiaj narysujemy śmierć”. Pokazuje nam tym samym, że pomimo upływu lat, pamięć o ludobójstwie wciąż tkwi w Rwandyjczykach jak świeża rana.

Agata Bernat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *